×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62

Ruch społeczny, skupiający osoby uzależnione od alkoholu, które chcą przestać pić. Uczestnictwo w spotkaniach (mityngach) AA jest dobrowolne i bezpłatne. Ruch narodził się w USA, a za jego inicjatorów uważani są makler giełdowy Bill Wilson oraz chirurg dr Bob (Robert Holbrook Smith). Ich spotkanie w 1935 roku doprowadziło do pierwszych spotkań ludzi uzależnionych od alkoholu. W 1939 roku ukazała się opracowana przez nich księga „Anonimowi Alkoholicy”, od której wziął nazwę cały ruch. Obaj też opracowali kanon ruchu AA, czyli 12 Kroków Anonimowych Alkoholików.

Pracujące w oparciu o programy 12 kroków grupy samopomocowe, które skupiają członków rodzin alkoholików. Nazwa „Al-Anon” pochodzi od angielskiego „Alcoholics Anonymus”, zaś „teen” oznacza grupy nastawione na pomoc nastolatkom wychowującym się w rodzinach alkoholowych.

poniedziałek, 15 listopad 2010 13:23

Rewelacja Wydawnictwa Charaktery

„Czas na wyleczenie. Przewodnik” oraz „Czas na wyleczenie. Podręcznik” – to dwie znakomite książki poświęcone dorosłym dzieciom alkoholików, które ukazały się nakładem Wydawnictwa Charaktery. Pierwsza z nich proponuje niezwykłą wyprawę w głąb własnego życia, powrót do dawno zapomnianych uczuć i przeżyć. Przejmujące historie wyleczonych DDA pozwalają zrozumieć, jak traumatycznym przeżyciem było dorastanie w rodzinie alkoholika. Druga – obok skondensowanej wiedzy teoretycznej – dostarcza ponad 50 intrygujących ćwiczeń, dzięki którym DDA mogą rozpoznać, kim są, pogodzić się z tym i powrócić do pełni życia.

Obie książki przeznaczone są nie tylko dla DDA. Powinni po nie sięgnąć wszyscy, którzy zetknęli się z alkoholizmem i jego skutkami dla życia wielu ludzi.

piątek, 12 listopad 2010 14:35

Fragmenty

1.
Czas na uzdrowienie:
Obietnica nadziei

Długa i często żmudna była moja podróż do zrozumienia, że więź, którą odczuwam z Huckleberrym Finnem wynika z faktu, iż obaj jesteśmy dziećmi alkoholików. Kiedy byłem dzieckiem, otaczało mnie wielu ludzi, z których każdy mógł pomóc mi to zrozumieć, ale wszyscy zachowywali milczenie.

Żaden z członków rodziny, krewnych czy sąsiadów nie powiedział mi ani słowa o alkoholizmie ojca aż do rozwodu rodziców, który nastąpił kilka lat później.

Takie milczenie nie jest czymś niezwykłym. Zapewne większość DA jest „chroniona” przed prawdą przez przyjaciół i rodzinę – przekonanych, że jeśli będą rozmawiać z dziećmi o alkoholizmie ich bliskich, tylko pogorszą sytuację. Albo są zbyt zażenowani, żeby poruszać tę kwestię.

Albo jeszcze nie uświadomili sobie, że mają do czynienia z alkoholizmem. Powody milczenia są tak liczne i różnorodne, jak ludzie, którzy w nim uczestniczą. Bez względu jednak na powody, takie milczenie nie chroniło mnie. Utrudniło mi natomiast odkrycie jednego z najważniejszych realiów mojego życia: uzależnienia ojca od alkoholu.

Nasz lekarz domowy miał wystarczająco dużo możliwości, aby przerwać milczenie wokół mnie, i równie wiele powodów, aby zrozumieć, że powinienem poznać prawdę. Z pewnością wiedział o alkoholizmie ojca. Moja matka prosiła go o rady, a on jej odpowiadał, że przyczyni się do śmierci ojca, jeśli go opuści.

Rodzice zabrali mnie do tego lekarza, gdy miałem sześć lat i cierpiałem z powodu skurczu jelit, spowodowanego stresem. Lekarz nie zrobił nic, aby pomóc mi zrozumieć napięcie, w jakim przyszło mi żyć. Zamiast tego zalecił, żebym luźniej zapinał pasek spodni.

Nasz pastor nie powiedział nigdy ani słowa o problemach mojej rodziny, choć z powodu panującej w niej sytuacji odwiedzał nas co miesiąc. Żaden z sąsiadów nawet raz nie rozmawiał ze mną o tym, co naprawdę dzieje się w moim domu. Nikt z krewnych, boleśnie świadomych choroby mojego ojca, nigdy nie wspomniał ani słowem na ten temat. Milczenie było całkowite.




Choć wszyscy ci ludzie działali w najlepszej wierze, to żaden z nich nie chciał zrozumieć, że dzieci mają silne uczucia i potrzebują zachęty, aby je wyrazić. Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zaprzeczali rzeczywistości. Jak pokaże następny rozdział, zaprzeczanie nie zawsze oznacza brak świadomości alkoholizmu.

Czasami oznacza wybór tkwienia w nieświadomości tego, jak bardzo alkoholizm wpływa na poszczególnych członków rodziny. Kiedy indziej oznacza brak woli zrozumienia intensywności uczuć, jakie towarzyszą dzieciom za każdym razem, gdy zagrożone są więzi pomiędzy nimi i rodzicami – a tego zagrożenia nie sposób uniknąć, gdy jeden z rodziców jest alkoholikiem.

Kiedy zdecydowałem się na karierę psychiatry, wiedziałem, że oznacza to początek podróży wstecz, do mojego dzieciństwa. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że będzie też oznaczało powrót do bolesnych wspomnień o alkoholizmie ojca ani że ostatecznie doprowadzi mnie do pomagania ludziom, którzy także dorastali w domach alkoholików.

Zaprzeczałem przed samym sobą temu, jak mocno choroba rodzica ukształtowała moją tożsamość. Wydawało mi się, że zdołałem uciec od przeszłości.

Mogłem spędzić resztę życia nie godząc się na fakt, że moją rodzinę dotknęła choroba alkoholowa i na to, w jak znacznym stopniu wpłynęła ona na nas wszystkich. Wielu ludzi tak robi. Nie wiem, czy stałbym się bardziej świadomy znaczenia tych wydarzeń, gdybym był pozostawiony samemu sobie.

Na szczęście nigdy nie jesteśmy zupełnie sami. Niebawem nawiązałem kontakt – na pewno pomogła mi w tym jakaś niewidzialna ręka – z kimś, kto pobudził i rozwinął we mnie nową świadomość.

Podczas praktyk z psychiatrii w Stanford University Medical Center musiałem uczestniczyć w seminarium na temat alkoholizmu, prowadzonym przez dr Stephanie Brown. Przez pięć tygodni kurs nie wzbudzał we mnie szczególnego zainteresowania – uczęszczałem na niego przede wszystkim dla żywego i fachowego sposobu prowadzenia wykładów przez dr Brown.

Nie zdawałem sobie sprawy, jakie znaczenie będzie miało dla mnie to spotkanie. W szóstym tygodniu temat zajęć brzmiał „Dzieci alkoholików”. Podczas wykładu zorientowałem się, że słowa dr Brown coraz mocniej przykuwają moją uwagę. Przepełniło mnie zdumienie, gdy uświadomiłem sobie, że z niesamowitą trafnością opisuje ona moje codzienne dziecięce doświadczenia.




Czułem się tak, jakbym kiedyś śnił sen o całym moim życiu, którego nigdy nikomu nie opowiadałem, a teraz w sali pełnej studentów słuchałem, jak stojąca przed nami kobieta opowiada go z takimi szczegółami, że wracają do mnie dawno zapomniane zdarzenia. Byłem zaszokowany. Nikt, nawet mój terapeuta, z którym spotykałem się od ponad roku, nie nakreślił mojego wewnętrznego poczucia rzeczywistości z taką precyzją, jak uczyniła to Stephanie Brown. 

Efektem tego wykładu były dwie sprawy. Pierwsza: mój obraz samego siebie został poddany gwałtownej rewizji. Dotychczas uważałem, że moje ukryte przekonania o świecie, moje nastawienie wobec życia i moje nierozwiązane, dotyczące przeszłości emocjonalne węzły są czymś wyjątkowym.

Nagle dowiedziałem się, że są to częste reakcje dzieci dorastających w rodzinach alkoholowych na życiowe doświadczenia. Moje zdeformowane spojrzenie było czymś zrozumiałym i nie wynikało z cech charakteru. W rzeczywistości było ono reakcją na stresujące środowisko.

Druga: wiedziałem, że muszę dalej zgłębiać to, co te nowe informacje mogą znaczyć dla mnie osobiście. Moja podróż rozpoczynała się na poważnie.

Ogólny zarys podróży


Cel, który mi przyświecał w trakcie pisania „Czasu na wyleczenie”, to pomoc innym w zrozumieniu siebie i pokazanie im, jak wiele nauczyłem się w trakcie tej podróży. Nauczyłem się, że prawdziwe zdrowie nie rozpoczyna się tylko wtedy, gdy mamy w sobie wolę, aby uczynić przeszłość rzeczywistością.

Oznacza to nie tylko przywoływanie wydarzeń, pogrzebanych w najdalszych zakamarkach umysłu, ale także odtwarzanie towarzyszących im uczuć i przyjmowanie ich w pełnym wymiarze. Wymaga to od nas spojrzenia na rany, jakie rodziny alkoholowe zadają dorastającym dzieciom.




Ważne, że znowu mamy kontakt z dzieckiem, którym byliśmy, że wreszcie umożliwiamy mu uzasadnienie jego uczuć. Tylko oddanie głosu temu dziecku, nawet po wielu latach, może spowodować, że zaczniemy głębiej wierzyć w swoją „normalność”.

Każda podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku. Często jest on najtrudniejszy ze wszystkich, ponieważ postawienie go oznacza równocześnie uznanie konieczności odbycia całej podróży – zanim pojawi się jakakolwiek gwarancja, że warto ją odbyć albo że doprowadzimy ją do końca. Ten akt wiary przeraża nas – wolimy wątpić, czy taka podróż rzeczywiście jest konieczna.

Można sobie powiedzieć: „Mimo wszystko nie jest tak źle w miejscu, w którym teraz jestem”. Czasami taka akceptacja naszego obecnego życia, ze wszystkimi jego wadami, jest znakiem wielkiej dojrzałości.

W innych przypadkach oznacza ślepotę na dręczące nas problemy. Ignorowanie jest w końcu znajomym rozwiązaniem, choć może nie najlepszym.

Tendencja do radzenia sobie z problemami poprzez zaprzeczanie ich istnieniu albo ich wpływom jest tak powszechna wśród alkoholików i ich rodzin, że wymaga osobnej analizy (rozdział 2), zanim podróż w ogóle się rozpocznie.

Dorosłe dzieci alkoholików do perfekcji opanowały niesłuchanie wewnętrznego dziecka, zaprzeczają nawet jego istnieniu. Albo zaprzeczają, że potrzebuje ono wysłuchania. Dopóki nie przestaniecie zaprzeczać, dopóty wasz obecny stan psychologiczny pozostanie bez zmian.




Domy alkoholików nie są normalnymi domami. Kiedy zaprzeczanie osłabnie, zaczniecie bardziej realistycznie patrzeć na to, co znaczyło być dzieckiem w waszej rodzinie. Dzieci alkoholików często narzekają, że nie wiedzą, co to jest „normalność” – nigdy jednak nie miały do czynienia ze zdrowymi modelami ról.

Słyszałem DDA opowiadające, jak w dzieciństwie krążyły po sąsiedztwie i zaglądały przez okna do innych domów, aby podejrzeć zwyczajne życie rodzinne. Dopiero gdy nauczą się, na czym polega normalne funkcjonowanie, będą mogły zobaczyć niszczycielską dynamikę, która rządziła życiem ich rodzin (rozdział 3).

Dorastanie w bardzo stresującym środowisku rodziny alkoholowej powoduje rany, które często są ukrywane. Im później wyjdą na jaw, tym trudniej odnaleźć ich prawdziwe przyczyny.

Alkoholizm rodziców pozostawia ślady bez względu na to, czy jest jawny, czy ukryty. Takie rany powodują, że wiele DDA niezamierzenie obniża jakość swojego życia, ponieważ nie jest w stanie zaufać światu.

Ludzie uczą się na własnych doświadczeniach, a te podpowiadają dzieciom alkoholików, że niemądrze jest zaufać komukolwiek. Świat ich dzieciństwa zmieniał się zbyt często, zbyt gwałtownie, zbyt boleśnie, aby budzić zaufanie.

Wiele osobistych cech DA wynika z ich uwięzienia w nawyku przetrwania. Strategie, które mają pomóc w radzeniu sobie z chaosem i katastrofą, są czymś w rodzaju automatycznego pilota nawet wtedy, gdy już ich nie potrzebujemy.




Koncepcja zespołu stresu pourazowego, zazwyczaj łączona z problemami doświadczanymi przez weteranów wojny w Wietnamie, pomoże nam zrozumieć rany DA. Utrata zaufania do świata i do siebie, wraz z towarzyszącąj ej utratą spontaniczności i zdolności do odprężenia, to rany, które mogą boleć przez całe życie (rozdział 4).

Moja podróż nauczyła mnie, że rodziny alkoholików nie tylko zadają rany dzieciom, ale też przekazują im potencjalnie niebezpieczne sposoby radzenia sobie z nimi. Dla DA oznacza to uczenie się tych samych nieefektywnych, nawet autodestrukcyjnych, strategi i zmagań z życiem, jakie stosują alkoholicy.

Termin współuzależniony określa każdego członka rodziny, który radzi sobie z problemami alkoholika i rodziny przede wszystkim poprzez zaprzeczanie ich istnieniu. Większość rodzin alkoholików jest w znacznym stopniu współuzależniona (rozdział 5).

Choć wiele ran doskwierających DDA powstało w odległej przeszłości, to istnieją określone sposoby na to, aby wciąż je rozjątrzać. Bolesnych wydarzeń z przeszłości nie można zmienić.

Można natomiast zmienić poziom bólu w teraźniejszości (rozdział 6). Zrozumienie, jak możemy zmienić nasze obecne zachowanie po to, aby wygoić wiele starych ran, otworzy przed nami możliwości głębokiego i skutecznego uzdrowienia. Staniemy na progu zdrowia.

W pewnym momencie podróż doprowadziła mnie do wielkiej nadziei. Zobaczyłem, że dla DA istnieje ścieżka do wyleczenia i uzdrowienia (rozdziały 7, 8 i 9).




Jak na ironię, została ona wytyczona przez ludzi wyleczonych z alkoholizmu. Odkąd DA wiedzą znacznie więcej o swoich postawach wobec samych siebie i wobec świata, nie powinno nikogo dziwić, że obie grupy podążają do wyleczenia podobnymi ścieżkami. Obecnie te szlaki są dobrze przetarte i uczęszczane.

To DDA decydują o rozpoczęciu swojej podróży. Nikt za nie takiego wyboru nie dokona. Jednak świadomość, że nie jest się osamotnionym, czyni podróż znacznie łatwiejszą.

Inni już ją odbyli i chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami z kolejnymi wędrowcami, wskazując drogę do świata, w którym DA będą żyć pełnią życia, jeśli prawdziwie zaangażują się w proces zdrowienia.

Wreszcie, zrozumienie skutków dorastania w rodzinie alkoholika nauczyło mnie wiele o istocie bycia człowiekiem. To przynosi ulgę. Przeciwdziała powszechnemu wśród DDA przekonaniu o takiej wyjątkowości osobistych doświadczeń, że oddzielają ich one od reszty ludzi.

Prawda jest zupełnie inna: z powodu ekstremalności naszych przeżyć możemy lepiej zrozumieć ludzką naturę. Z lekcji, której udziela nam życie DA – ważnej dla wszystkich dzieci – możemy wziąć to, co uniwersalne.

Jednym z aspektów ludzkiej natury, który doświadczenia DDA czynią szczególnie widocznym, jest dziecięca skłonność do postrzegania rodziców jako doskonałych.




Późniejsze dojrzewanie ostatecznie odziera nas z tej iluzji. W jej miejsce musi pojawić się prawda o tym, kim nasi rodzice są jako oddzielne, specyficzne jednostki. W zamian za rezygnację z tych złudzeń otrzymujemy możliwość odczuwania większej empatii wobec rodziców i nas samych.

Wszyscy ludzie stają w obliczu trudu odseparowania swojej tożsamości od tożsamości rodziców, pozbycia się dziecięcych złudzeń na temat ich doskonałości oraz rozwijania empatii wobec siebie i wobec rodziców jako zwyczajnych ludzi. Dzieci alkoholików mają wielkie trudności z tymi zadaniami.

Dzięki zrozumieniu ich przyczyn, zyskujemy cenny wgląd w ludzką naturę. Przypominamy sobie, że dzieci to żywe, rozwijające się, wymagające opieki istoty.  

Mają ogromną potrzebę bliskości z innymi ludźmi, zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej. Poczucie tego, kim są, rozwijają wyłącznie poprzez pozostawanie w relacjach z innymi ludźmi. Jeśli dzieci mają kiedykolwiek dobrze traktować same siebie, to muszą być szanowane i doceniane. Gdy są ignorowane – czują się nieważne.

Gdy zawstydza się je albo wprawia w zakłopotanie – czują się mało wartościowe. A gdy są poniżane – czują nienawiść do samych siebie. Demony, które straszą w ogrodzie rodziców, znajdą sposoby na zapuszczenie korzeni, w takiej czy innej postaci, również w ogrodzie dzieci.

Wszyscy wynosimy z dzieciństwa jakieś rany. Dzięki zrozumieniu procesu zdrowienia DDA zaczynamy pojmować, że ścieżka ku uzdrowieniu ma uniwersalne zastosowanie.

Kroki, które DDA muszą zrobić, aby uwolnić się od bycia zakładnikami przeszłości, mogą także wykorzystywać inni, równie mocno kiedyś skrzywdzeni. Wszystkich, którzy są gotowi wykonywać te kroki, doprowadzą one do zdrowia, wolności i równowagi.


Timmen Cermak

 

piątek, 12 listopad 2010 14:22

Wstęp

Wstęp: Huck i ja

Huckleberry Finn fascynował mnie od chwili, gdy poznałem go dzięki książkom Marka Twaina. Z pozoru moje życie dosyć wyraźnie różniło się od jego losów. Huck żył w prymitywnej Ameryce przed wojną secesyjną, w czasach awantur i oszustw. Ja uczęszczałem w lat 50. do szkoły średniej w Ohio, pilnie się uczyłem i nigdy nawet nie spotkałem przestępcy.

Huck wziął wszystko w swoje ręce i wypłynął tratwą na dziką rzekę Mississippi. Ja czasami jeździłem na rowerze do szkoły. Matka Hucka nie żyła, a ojciec bił go bez litości. Jako trzynastolatek przeżyłem rozwód moich rodziców, ale zawsze  miałem dach nad głową.

Na pierwszy rzut oka dorastaliśmy w różnych światach. Dlaczego więc zawsze reagowałem na niego, jakby był moim bratem bliźniakiem? Gdy jako dorosły ponownie przeczytałem książkę Twaina, zrozumiałem ten związek. Moja fascynacja Huckiem i poczucie pokrewieństwa wreszcie nabrały sensu: obaj byliśmy dziećmi ojców alkoholików.

Przygody Hucka nie pozostawiają wątpliwości co do alkoholizmu pana Finna: „Jak tylko dostał pieniądze, zaraz się upijał, a jak się upijał, zaraz wyprawiał hece w miasteczku, a jak wyprawiał hece, zaraz go pakowali do kozy”*. Pił tak dużo, że miał twarz zupełnie pozbawioną koloru – „nie taką bladą, jak u innych ludzi, tylko białą; taką białą, że mdło się robiło na jej widok, że od samego patrzenia cierpła na człowieku skóra – białą jak brzuch ryby”.

Za każdym razem pił dotąd, aż miał halucynacje i całkowicie tracił pamięć. W pewnym przerażającym epizodzie Huck jest świadkiem, jak ojciec krzyczy ze strachu, bowiem „widzi” węże, pełznące mu po nogach i gryzące go w policzek. Nieco później tej samej nocy – jak relacjonuje Huck – „gonił mnie po całej izbie z myśliwskim nożem w ręku; nazywał mnie aniołem śmierci i wołał, że mnie zabije i że wtedy więcej po niego nie przyjdę”.

Ojciec Hucka był brutalnym człowiekiem, który bił syna tak mocno, że jego ciało pokrywało się siniakami. Był zgorzkniałym mężczyzną, który obwiniał wszystkich dookoła za swoje niepowodzenia. Był osobnikiem złośliwym i mściwym, który miał Huckowi za złe „szkolne nauki”: przysięgał, że da synowi nauczkę za bujanie w obłokach, i zniszczył nagrodę, jaką chłopiec otrzymał w szkole. Był publicznie skompromitowanym, znanym w mieście pijakiem.

Gdy nowy sędzia naiwnie zabrał pana Finna do swojego domu, żeby go resocjalizować, ten natychmiast ukradł pieniądze na alkohol, sturlał się z dachu werandy, złamał rękę w dwóch miejscach i niemal zamarzł na śmierć, zanim wzeszło słońce. Dzisiaj potraktowalibyśmy pana Finna jako bardzo chorego człowieka. Alkoholizm zrujnował mu życie i doprowadził do przedwczesnej śmierci.

W pijackim widzeniu świata pan Finn uważał Hucka za swoją osobistą własność. Zmuszał syna do zarabiania pieniędzy na alkohol (chłopiec oddawał mu wszystkie, żeby uniknąć bicia). Za każdym razem, gdy Huck próbował być niezależny, ojciec traktował go dosłownie jak zakładnika.

Czasami przez całe dnie miał chłopca na oku; kiedy indziej po prostu odchodził, zostawiając syna zamkniętego w ich stojącej na odludziu chacie. Jedynym powodem istnienia Hucka było ułatwianie życia ojcu. Gdy wdowa, która opiekowała się chłopcem podczas trwającej rok nieobecności rodzica, poprosiła o areszt zapobiegawczy dla pana Finna, kiedy ten nagle powrócił, sąd odmówił. Sędzia oznajmił, że nie będzie rozdzielał rodziny, jeśli nie musi.

Huckleberry Finn był dzieckiem alkoholika (DA) i to doświadczenie głęboko wpłynęło na jego życie. Jego brawura ukrywała strach. Za radosnym entuzjazmem chował się chłopiec, który na tyle dobrze poznał depresję i samotność, że czasami pragnął śmierci. Cierpiał z powodu poczucia winy, niewspółmiernego do wszystkich jego grzechów, i czuł się odpowiedzialny za niepowodzenia innych. Za każdym razem, gdy nie działo się nic dramatycznego, Huck odczuwał znudzenie i zaczynał tęsknić za jakąkolwiek zmianą.

Fantazje tak zdominowały jego życie, że mówienie prawdy uważał za coś dziwnego. Życiowa strategia Hucka polegała na ucieczce, na trzymaniu się z daleka od sporów i na unikaniu za wszelką cenę głębszego zaangażowania w jakiekolwiek związki czy sprawy. Przy tym ciągle zmagał się z własnym poczuciem niskiej wartości.

W każdym dziecku alkoholika jest wiele z Huckleberry Finna. Można odczuwać z nim więź, nie bardzo zdając sobie sprawę z przyczyn takich doznań. Jego doświadczenia są lustrem, w którym DA może ujrzeć swoje własne głębokie poczucie bycia outsiderem, niezmordowane dążenie do przetrwania. Dostrzega wreszcie siebie w biegu, próbującego uciec od przeszłości, której i tak nie może zostawić za sobą wystarczająco daleko.

W zasadzie skutki bycia wychowywanym przez rodzica alkoholika nie zmieniły się zbytnio przez ostatnie sto lat. Na początku powieści Huck popadł w rozterkę, miotając się między dwiema sytuacjami nie do pogodzenia. Za każdym razem, gdy spędzał czas z wdową, pełniącą rolę jego strażniczki, życie stawało się nudne.

Uczęszczał do szkoły, uczył się religii, codziennie brał kąpiel, musiał też przestać przeklinać i palić fajkę. Bez dramatu przetrwania pijackich szaleństw ojca i przygód związanych z zapewnieniem sobie jedzenia w okresach, kiedy rodzic znikał na wiele dni, życie wydawało się Huckowi puste. Z drugiej strony za każdym razem, gdy Huck uciekał od wdowy, stawał się zakładnikiem ojcowskiej brutalności i niepoczytalności.
Tej okropnej nocy, kiedy ojciec ganiał go po chacie z nożem, Huck zerwał ze ściany strzelbę i postanowił trzymać rodzica na muszce, aż ten wytrzeźwieje. Ostatecznie zmorzył chłopca sen. Następnego ranka obudził go ojciec, który kompletnie nie pamiętał wydarzeń minionej nocy i domagał się wyjaśnień, dlaczego Huck śpi rozkraczony w drzwiach ze strzelbą opartą na kolanach.

Chłopak błyskawicznie ocenił, że powiedzenie prawdy nie jest dobrym pomysłem. „Ktoś majstrował przy drzwiach, więc się na niego zaczaiłem”, zmyślił na poczekaniu. Dzisiaj taka kreatywność, pobudzana instynktem przetrwania, nazywana jest „instynktem ulicy”. W połowie XIX wieku zwano ją „instynktem rzeki”.

Huck wyczuł, że ojciec kompletnie nie pamięta, co się wydarzyło w nocy (takie epizody określa się mianem „utraty pamięci spowodowanej przez alkohol” albo „czarnej dziury”). Skorzystał zatem z możliwości stworzenia innej wersji rzeczywistości, jego zdaniem bezpieczniejszej od prawdy.

Większość ludzi, którzy żyją z wymykającym się wszelkiej kontroli alkoholikiem, wie, jak nie powodować niepotrzebnego zamieszania. Rzeczywistością staje się to, co alkoholik jest skłonny zaakceptować jako rzeczywistość. Reakcja Hucka na świat, który pozostaje poza jego kontrolą i mało o niego dba, symbolizuje reakcje charakterystyczne dla większości DA.

Huck upozorował własną śmierć, aby móc uciec z domu i uwolnić się od ojca. Gdy rodzic gdzieś przepadł, chłopak przez dziurę wyciętą piłą w podłodze wyniósł z domu cały prowiant, a następnie rozbił drzwi chaty siekierą. Potem zastrzelił dziką świnię, zaś jej krew rozsmarował na narzucie i siekierze.

Wyrwał sobie kilka włosów, przylepił je do ostrza topora i rzucił go w kąt jako dowód morderstwa. Zawlókł martwą świnię na brzeg rzeki, zostawiając wyraźny krwawy ślad, aby wszyscy uznali, że jego ciało zostało wrzucone do wody. Potem ruszył w dół Missisipi na poszukiwanie nowych przygód.

Wyprawa Hucka to metafora podróży, rozpoczynanej przez dzieci alkoholików, gdy próbują opuścić dom i żyć swoim własnym życiem. Do takiej decyzji motywuje je przede wszystkim marzenie o ucieczce, ale zbyt często ceną jest współpraca z własną śmiercią – emocjonalną, duchową, a nawet fizyczną.

Życiowe kredo Hucka wyraża się w jego myśleniu o tym, jak powinna przebiegać wyprawa tratwą, by zakończyła się sukcesem. Czuł, że nie może być konfliktów; jego sposobem na radzenie sobie z negatywnymi uczuciami było milczenie, dbanie o to, żeby się z niczym nie zdradzić, duszenie spraw w sobie: „tak jest lepiej, bo człowiek unika niepotrzebnych kłótni i rozmaitych innych nieprzyjemności”. Mówi nam: „Od mojego taty nauczyłem się, że najlepszym sposobem na dawanie sobie rady z ludźmi takiego rodzaju, jak on, jest pozwolić im żyć na ich sposób”.
Gdy na jego tratwę wsiadają dwaj oszuści, Huck wie, że „to nie żadni tam królowie czy książęta, tylko zwykli wydrwigrosze i szachraje...” Gdy jednak chcieli, aby Huck nazywał ich królami i książętami, chłopak nie miał żadnych obiekcji, „byleby utrzymać zgodę w rodzinie”.

Jako dziecko alkoholika Huck rozumiał, że najlepszym sposobem na ukrycie się jest pozwolić innym ludziom, aby widzieli w nim, kogo tylko chcieli. Nauczył się zachowywać jak kameleon za każdym razem, gdy miał do czynienia z siłami, których nie był w stanie kontrolować. W każdej sytuacji potrafił przyjmować cechy otoczenia lub tak się zmieniać, aby otrzymywać to, czego potrzebował. W trakcie podróży zaprzyjaźnił się z całą galerią różnych typów – od arystokratów z Południa po oszustów.

W pewnym momencie ciotka Tomka Sawyera, Sally, pomyliła go z samym Tomkiem, który lada moment miał przyjechać na letnie wakacje. Huck, potrzebujący porządnego posiłku, perfekcyjne odegrał swoją rolę, choć nawet nie wiedział, za kogo uważa go starsza pani. Gdy ciotka przedstawia Hucka „kuzynom” jako Tomka Sawyera, chłopak doznaje olśnienia: „czułem się tak, jakbym się po raz drugi narodził. Taki byłem szczęśliwy, kiedy usłyszałem, kim jestem”. Od tej chwili po prostu jest Tomkiem Sawyerem.

Dzieci alkoholików często ujawniają naturę kameleona. Choć ta cecha charakteru zazwyczaj jest pożyteczna, to jednak może także stać się nawykiem, który zamienia się w więzienie  – tkwiąca w nim prawdziwa tożsamość DA nigdy nie ma szansy na całkowite uwolnienie.

Huck przez całe swoje życie należał do społecznie najsłabszych, więc obdarzał sympatią wszystkich do siebie podobnych. Zaprzyjaźnił się ze zbiegłym niewolnikiem i bez zastanowienia podjął ryzyko, aby go uwolnić.

W innej sytuacji naraził się na wielkie niebezpieczeństwo, gdy udaremnił niecny plan pozbawienia spadku trzech niedawno osieroconych dziewczynek, sprytnie doprowadzając kanciarzy do wzajemnych oskarżeń. Serce Hucka miękło za każdym razem, gdy widział kogoś, kogo opuściło szczęście. Z własnego doświadczenia wiedział, jak łatwo może się to stać.

Życzliwość Hucka wynika także do pewnego stopnia z wyolbrzymionego poczucia winy, tak charakterystycznego dla wielu dorosłych dzieci alkoholików (DDA). Towarzyszyło mu ono nawet wtedy, gdy wiedział, że w żaden sposób nie przyczynił się do nieszczęścia: „Zawsze tak bywa; człowiek robi coś podłego, a potem nie chce ponosić skutków.

Wydaje mu się, że dopóki nikt o jego postępku nie wie, nie ma w tym żadnego wstydu”. Gdy Huck znalazł się pomiędzy dwiema zwaśnionymi rodzinami i widział, jak jeden z chłopców został zastrzelony, uznał, że nie powinien już zbliżać się do domu zabitego: „bo miałem takie uczucie, jakbym to ja zawinił”.

Pod koniec książki Huck dowiedział się, że ojciec nie żyje. Nie miał już żadnego powodu, aby dalej uciekać i mógł bezpiecznie wrócić do Hannibal. To, co się dzieje w ostatnich akapitach powieści, wiele mówi nam o Huckleberrym Finnie. Ucieczka stała się jego sposobem na życie.

Choć mógł zacząć w miarę normalne życie i zgodzić się na adopcję przez ciotkę Tomka Sawyera, to jednak postanowił wyruszyć w poszukiwaniu nowej przygody do kraju Indian (prawdopodobnie chodzi o Oklahomę), ponieważ – jak oznajmił – słyszał o nim coś nadzwyczajnego.

Choć taka postawa rozgrzewa serce i czytelnik ściska kciuki za Hucka, aby na zawsze pozostał chłopcem poszukującym nowych doznań, to jednak pokazuje ona po raz kolejny, w jak znacznym stopniu został uformowany przez dorastanie w domu alkoholika. W sercu Hucka nie tylko jasno płonęło pragnienie wolności; także strach popychał go do traktowania ucieczki jako sposobu życia.
Pod koniec książki wszystkie strategie Hucka okazują się skuteczne, ale on sam wciąż pozostaje dzieckiem. To niemożliwe, aby przyjęty przez niego styl radzenia sobie z życiowymi problemami stał się solidnym fundamentem pełnego, bogatego i satysfakcjonującego dorosłego życia albo trwałych intymnych związków.

Dla Hucka, podobnie jak dla milionów DA, ucieczka stała się celem, więc musiał wciąż uciekać, żeby czuć się bezpiecznie. Jednak, jak wiele DDA, w pewnym momencie nie będzie miał siły biec dalej i stanie w obliczu tego, od czego przez te wszystkie lata starał się uciec. Odkryje, że choć rozpoczął od ucieczki od ojca, to skończył uciekając od samego siebie. Żyć tak, aby przetrwać, to jedna z bardziej znaczących cech charakterystycznych DDA.

Dwa ostatnie akapity powieści pokazują także, jak bardzo Huck trzyma na dystans niektóre swoje emocje. Na wieść o śmierci ojca nie okazał absolutnie żadnych uczuć. Czy rzeczywiście nic już do niego nie czuł? Bardziej prawdopodobne, że nie rozumiał tego, co odczuwa. Pozostaje zastanawiać się, jak wiele lat minie, nim Huck pozwoli sobie na jakąś reakcję po stracie ojca.

W interesującym odstępstwie od powieści Twaina, filmie „Huckleberry Finn” wyprodukowanym przez koncern Public Broadcasting System, główny bohater dowiaduje się o śmierci ojca znacznie wcześniej niż jego literacki pierwowzór. W filmie Huck natychmiast zaprzecza, aby ojciec kiedykolwiek źle go potraktował.

Dochodzi także do wniosku, że być może jest w jakiś sposób odpowiedzialny za śmierć rodzica. Choć tych reakcji nie znajdziemy w oryginale, to jednak pokazują one dokładnie, jak może reagować dziecko alkoholika.

Być może Huck kiedyś wyleczy rany zadane ojcowską ręką, jednak stanie się to wyłącznie dzięki nieugiętej szczerości. W trakcie głębokiego kryzysu duchowego chłopiec został poddany konfrontacji ze swoją skłonnością do ukrywania złych postępków po to, aby uciec przed ich konsekwencjami.

Próbował sam siebie usprawiedliwiać twierdząc, że został wychowany do tego, żeby być słabym; zorientował się jednak, że może pójść do kościoła i poprawić to. Klęknął do modlitwy, jednak do głowy nie przychodziły mu żadne słowa. To właśnie wtedy uświadomił sobie swoją najgłębszą skazę.

Prowadził podwójną grę, próbował się modlić o coś, co – jak czuł w głębi duszy – było kłamstwem. Huck odkrył, że „nie można kłamać w modlitwie”. Był gotów dostrzec własne zaprzeczanie (będzie o tym szerzej w rozdziale 2), co daje nadzieję, że ostatecznie kiedyś przestanie uciekać.

Jeśli Huck nie znalazł sposobu na zatrzymanie się, to zapewne dlatego, że współpracował ze swoją śmiercią. Skomplikowane upozorowanie morderstwa symbolizuje sposób, w jaki DA często uzyskują częściową wolność – poprzez zaakceptowanie swojego nic-nie-znaczenia.

Tkwiąc w ukryciu, pomniejszając swoją prawdziwą wartość, wycofując się z otaczającej je rzeczywistości, DA zyskują poczucie pewnej kontroli nad swoim życiem, które w innym wypadku zostanie przejęte przez innych i wtrącone w chaos.

Mark Twain nie pozostawia nam nawet najmniejszej wskazówki, jak potoczyły się dalsze losy Huckleberry Finna. Lubię sobie wyobrażać, że podróżuje z trupą Bufallo Billa albo zarażony gorączką złota wyrusza do Jukonu.

Dręczą mnie także koszmary, w których pijany i pozbawiony środków do życia Huck leży w jakiejś bocznej uliczce miasteczka Hannibal w stanie Missouri, ciągle samotny, aż do końca kompulsywnie poszukujący nowych przeżyć. „Wolałbym ukąszenie węża od whisky tatki”, mówi w pewnym momencie Huck. Jednak kto z DA nie wygłosił choć raz w swoim życiu podobnej deklaracji?

Zmagania DA mogą nas wiele nauczyć o uniwersalnych wartościach. Najważniejsza jest lekcja o tym, że zdrowienie rozpoczyna się od szczerości. Huck Finn demonstruje taką szczerość, gdy znajduje w sobie dość uczciwości, aby przyznać, że próbuje modlić się kłamstwem; wie, że jego największą wadą jest prowadzenie podwójnej gry z życiem.

Tę wadę można usunąć tylko dzięki uczynieniu z wewnętrznej dyscypliny – niezbędnej do uzdrowienia – elementu codziennego życia. Czas na wyleczenie przygotowuje do zrozumienia tej dyscypliny, nakreśla ją i wskazuje kierunek, w którym należy pójść.


Timmen Cermak

piątek, 12 listopad 2010 14:07

Spis treści


Podziękowania     9
Nota od Autora   10


Wstęp: Huck i ja   11


Część I
Droga przede mną   19
Rozdział 1. Czas na uzdrowienie:
Obietnica nadziei   23
Rozdział 2. Czas na zrozumienie:
Burzenie murów zaprzeczania   41


Część II
Droga za mną   53
Rozdział 3. Czas na przypomnienie:
Dzieciństwo w rodzinie alkoholików   57
Rozdział 4. Czas na uczucia:
Stres pourazowy i DDA   83
Rozdział 5. Czas na separację:
Współuzależnienie i DDA 115
Rozdział 6. Czas na szczerość:
Powtórna zdrada 135


Część III
Podróż 149
Rozdział 7. Czas na zaufanie:
Droga do wyzdrowienia 153
Rozdział 8. Czas na wspólnotę:
Programy Dwunastu Kroków 171
Rozdział 9. Czas na odwagę:
Leczenie DDA 193


Posłowie 209


Aneks I. Gdy twoi rodzice wciąż piją 213
Aneks II. Specjalne słowa do przyjaciół i krewnych DDA 216
Aneks III. National Assotiation for Children
of Alcoholics (Krajowe Stowarzyszenie Dzieci Alkoholików)

221
Aneks IV. Diagnostyczne kryteria współuzależnienia 223


Przydatne adresy 224
piątek, 12 listopad 2010 13:49

Fragmenty

Rozdział 1.
Przerwanie milczenia

Wielu dorosłych wychowywanych przez rodzica uzależnionego od alkoholu albo innych narkotyków, ma za sobą przeżycie nazwane przez nas „przerwaniem milczenia” – to moment, w którym prawda po raz pierwszy wychodzi na jaw. Milczenie panowało w wielu sprawach. Można rozpoznać różne typy zmowy milczenia w rodzinie.

Z jakiegoś powodu – wstydu, lęku czy zaprzeczania – wasze rodziny mogą przez całe lata nie powiedzieć niczego ważnego o nadużywaniu alkoholu/innych narkotyków. Pomimo oczywistej obecności alkoholika w rodzinie, ten temat jest unikany, tak jak w bajce „Nowe szaty cesarza”. Rozmowy są powierzchowne, przez dekady nie porusza się żadnego ważnego tematu. Może to powodować tak głębokie podziały w rodzinie, że ostatecznie ulega ona rozpadowi. Jej członkowie mogą nie odzywać się do siebie przez bardzo długi czas. Czasami milczenie staje się tak przygniatające, że wszystkim przysłania prawdę. Doprowadza do sytuacji, w której każdy członek rodziny stara się unikać cierpienia związanego z próbami nawiązania komunikacji i w efekcie nikt nikogo nie słucha.

Być może pochodzicie z rodzin, w których przyjętym sposobem odnoszenia się do uzależnionego rodzica są wieczne narzekania na niego. Krewni często potwierdzają problemy alkoholika, ale milczą na temat własnych uczuć. Nie rozmawia się o cierpieniu i pustce, odczuwanych przez członków rodziny. Nie rozmawia się też o nieprzewidywalnych lub bolesnych sposobach działania reszty rodziny, ponieważ całą winę zrzuca się na uzależnionego.

Niestety, rodzinne milczenie jest oszustwem; zaprzecza najważniejszym emocjom, kryjącym się pod powierzchnią życia rodzinnego – takim jak ból, osamotnienie i gniew. Ponieważ oszustwo jest najbardziej skuteczne wtedy, gdy zawiera w sobie oszukiwanie samego siebie, najlepszym sposobem skrywania własnych uczuć staje się zaprzeczanie przed samym sobą ich istnieniu. Kiedy tak postąpimy, uczucia zdają się być mniej ważne. Osłabieniu ulega ich intensywność. Tlą się jednak, żywcem pogrzebane, aż wreszcie kiedyś w przyszłości niespodziewanie znowu się ujawnią.

Zaprzeczanie jest normalną, nawet potrzebną psychologiczną obroną, którą zdrowi ludzie stosują każdego dnia. Gdy jesteśmy głodni, natychmiast stajemy się szczególnie wrażliwi na zapachy jedzenia, ale gdy jakieś wydarzenia są stale obecne w naszym życiu, przestajemy być na nie wrażliwi. Przypomina to przyzwyczajenie się do obrączki, która początkowo gniotła w palec.

Zaprzeczanie sprawdza się także wtedy, gdy życie zadaje nam ciosy, na które nie potrafimy zareagować od razu. Kiedy czujemy się zagrożeni nadmiarem uczuć, zaprzeczanie pozwala nam na czasowe odsunięcie większości naszych reakcji. Potem powoli możemy brać po niewielkim fragmencie naszych przeżyć, przeżuwać je, połykać i trawić, a potem spróbować z kolejną częścią. Ten proces umożliwia nam stopniowe odnajdywanie sensu w stresujących życiowych zdarzeniach i radzenie sobie z nimi.

Jesteśmy w kłopocie, jeśli nie potrafimy wykorzystać zaprzeczania do znieczulenia siebie na powtarzające się zdarzenia albo dodania sobie czasu na reakcję na traumatyczne sytuacje. Niestety, zaprzeczanie może być też wykorzystywane do zmagań z ciągłym napięciem i cierpieniem, doświadczanym przez członków rodzin alkoholowych. Zaprzeczanie nie jest niczym złym; problem powstaje, gdy zaczniemy oszukiwać siebie – gdy przestaniemy być świadomi, że wciąż zaprzeczamy. Dzieje się tak, gdy do tego stopnia tracimy kontakt z naszymi bezpośrednimi doświadczeniami, że przestajemy być wrażliwi nawet na codzienne zdarzenia. I wtedy, gdy mylnie uznajemy zdolność do trzymania traumatycznych wydarzeń z dala od nas za dowód na ich niewielkie znaczenie – albo na to, że w ogóle do nich nie doszło.

Alkoholizm często jest nazywany „chorobą zaprzeczania”, ponieważ pijący zaprzeczają cierpieniu, jakie ich uzależnienie sprawia im samym i innym. Z czasem zaprzeczanie przenika do ich rodzin, bowiem wszyscy zaczynają się dostosowywać do alkoholizmu po to, aby zachować jedność rodziny. Zaprzeczanie na wiele sposobów odgrywa centralną rolę w życiu ludzi, którzy tkwią w szkodliwym związku z kimś uzależnionym od alkoholu albo innych narkotyków. Jeśli niechętnie rozmawiacie o alkoholizmie swoich rodziców albo nie pozwalacie sobie na emocjonalne reakcje na ich picie – może to oznaczać, że wciąż nie potraficie wydobyć się zza zasłony milczenia, jaką rodzina siebie okryła.

Oto cztery typowe poziomy zaprzeczania, jakie można dostrzec u DDA:
  1. 1. Zaprzeczanie podstawowemu faktowi, że rodzic jest alkoholikiem.
  2. 2. Przyznanie, że rodzic jest alkoholikiem, ale równoczesne zaprzeczanie, że uzależnienie ma jakikolwiek wpływ na resztę rodziny.
  3. 3. Przyznanie, że rodzic jest alkoholikiem i że jego uzależnienie ma wpływ na rodzinę, przy równoczesnym przekonaniu, że przed oddziaływaniem alkoholizmu można się uchronić dzięki sile woli.
  4. 4. Potencjalne problemy związane z własnym alkoholizmem lub uzależnieniem od innych narkotyków.

Choć nadmierne zaprzeczanie zaczyna samo stwarzać problemy, to tym problemom także można zaprzeczać. Przypomina to sytuację, w której dłużnik zaciąga dług na karcie kredytowej po to, żeby spłacić hipotekę, a potem bierze kredyt na spłatę długu na karcie kredytowej. Z pozoru wszystko wygląda normalnie. Ale pod tą powierzchnią robi się coraz głębsza dziura. Zaprzeczanie staje się zakrywającą tę dziurę zapadnią, na której stoimy. Dopóki jest zamknięta, wydaje się, że nie ma żadnego zagrożenia. Gdy jednak zacznie się otwierać, zagraża nam upadek w otchłań. Choć napięcie towarzyszące takiej sytuacji może wydawać się nie do zniesienia, to dzięki wzmocnieniu zaprzeczania trwamy w nieświadomości tego, jak bardzo owo napięcie oddziałuje na nasze życie.

Przerwanie milczenia oznacza rezygnację z zaprzeczania, które wykorzystywaliśmy, aby siebie chronić. Oznacza spojrzenie na zapadnię i pogodzenie się z lękiem, że w każdej chwili może się otworzyć. Historia Denise pokazuje, jakie przerażenie może towarzyszyć konfrontacji z zaprzeczaniem. Spóźniła się na pierwszy mityng. Od razu oznajmiła: „Nie wiem, co tutaj robię. Nie uważam, żeby mój tata był alkoholikiem”. Gdy zapytałem ją, co dla niej oznacza uczestnictwo w grupie, odparła: „Czuję się, jakbym była z kruchego szkła. Boję się, że mogę się rozlecieć nawet przy najlżejszym dotknięciu... Na prawdę nie uważam, żeby mój tata był alkoholikiem”. Zapytałem, co by to dla niej oznaczało, gdyby się okazało, że ojciec jednak jest alkoholikiem. Denise zalała się łzami. Trzęsąc się od szlochu, wykrztusiła:„Po prostu nie chcę, żeby to była prawda”. Powiedziałem, że rozumiem. Wszyscy rozumiemy. Kiedy zaprzeczanie słabnie, nieuchronnie musimy zmierzyć się z realiami naszego życia.

Sięgnięcie po ten podręcznik, nawet zwrócenie na niego uwagi w księgarni, jest aktem przerwania milczenia. To odważne działanie.

Przez kilka dni, a nawet tygodni poprzedzających pierwszy mityng, większość członków grup „Czas na wyleczenie” bardzo przeżywała decyzję o przystąpieniu do nich. Rozpoczynał się bowiem dla nich marsz w kierunku przerwania milczenia. Niektórzy mają intensywne sny albo kłopoty ze spaniem. Inni odczuwają w ciągu dnia narastający lęk. U jeszcze innych słabnie postanowienie o przystąpieniu do grupy: „Chyba nie jest jeszcze tak źle”; „Może niepotrzebnie wszystko tak rozdmuchałam”; „Może moi rodzice wcale nie są alkoholikami”.

Obaj widzieliśmy DDA, które na początku spotkań wątpiły, czy ich rodzice są alkoholikami, choć już kilka razy byli odtruwani na oddziałach toksykologicznych albo upijali się na weselach swoich dzieci, albo wiele razy byli aresztowani za jazdę po pijanemu. Kiedy ludzie zapominają znaczną część swojej przeszłości, często zaczynają zaprzeczać znaczeniu wydarzeń, które zapamiętali. Kiedy jednak zaczną rozumieć podstępny sposób, w jaki zaprzeczanie przenika do ich życia, ich świat zmieni się na zawsze. Takie są skutki przerwania milczenia.

Przerwanie milczenia narzuconego przez zaprzeczanie oznacza dla każdej osoby co innego. Dla jednych zakończenie zaprzeczania oznacza przerwanie wewnętrznego milczenia, wysłuchanie i potraktowanie siebie poważnie – po raz pierwszy w życiu. Dla drugich zakończenie zaprzeczania oznacza przerwanie zewnętrznego milczenia i głośne mówienie po raz pierwszy – być może do innych członków rodziny – o sprawach dotąd niewypowiedzianych.

Celem uzdrowienia jest nauczenie się otwartego mówienia innym o własnych doświadczeniach. Dzięki temu ponownie czynimy nasze przeżycia realnymi. Zaprzeczanie odbiera życiu realność, bowiem odwraca uwagę od wszystkiego, co powoduje cierpienie. Z czasem wypompowuje z życia wszelką witalność. Przerwanie zaprzeczania wyzwala głos prawdy i ożywia przeżycia, podobnie jak czysty dźwięk dzwonu może pobudzić zmysły.

Przerwanie milczenia często oznacza także doświadczanie poczucia zdrady. Przekonanie, że rodziny alkoholowe muszą same siebie chronić przed prawdą, może tkwić tak głęboko, że nawet chwilowe dopuszczenie do siebie innej myśli odbierane jest jako atak na rodzinę. A ponieważ na przerwanie zaprzeczania przez któregoś z członków wiele rodzin reaguje poczuciem zdrady, zagrożenia i niewdzięcznego traktowania, część z was może uznać to za dobry pretekst do utrzymywania w sekrecie korzystania z tego podręcznika.

Bardzo ważne, aby zrozumieć, że choć nasze uczucia powinny zostać wysłuchane, właściwie nazwane i potraktowane serio, to jednak nie zawsze dostarczają nam właściwych informacji o zewnętrznym świecie. Z pewnością zasługują na szacunek; nigdy nie okłamują w kwestii naszego stosunku do świata. Czasami jednak nie mówią prawdy o nas samych. Możemy odczuwać strach wobec spraw, które tak na prawdę nie stanowią dla nas realnego zagrożenia. Możemy być absolutnie przekonani, że zdradzamy nasze rodziny, zaś one zgodzą się z tym, choć w rzeczywistości to nieprawda. Choć nie zrobiliśmy nic złego, możemy odczuwać wstyd, ponieważ zostaliśmy nauczeni złego rozumienia lojalności albo odziedziczyliśmy wstyd, którego poprzednie pokolenie nie potrafiło pokonać.

Przerwanie milczenia uruchamia cały wachlarz uczuć. Jedni odczuwają strach; drudzy przeżywają wstyd. Jedni doświadczają ulgi; drudzy – głębokiego smutku. Przyjrzyjcie się tym uczuciom. Nie próbujcie ich odrzucać od siebie pod pozorem, że są nieistotne. Nie próbujcie ich minimalizować. Pozwólcie im się ujawnić. One nie są tutaj bez przyczyny. Nie są tutaj z powodu waszej rzekomej nadwrażliwości. Jeśli nawet sprawiają wrażenie wyolbrzymionych w stosunku do wydarzeń, które je wywołały, to jednak mogą coś powiedzieć o sile przeszłych zdarzeń.

Dopóki nie zrozumiemy w pełni znaczenia tych minionych spraw, powiązane z nimi uczucia zachowają swoją intensywność i będą zatruwać nam życie. Na przykład możemy nie rozumieć lęku dziecka przed niewielkim płomieniem w kominku, aż wreszcie dowiemy się, że nie tak dawno temu jego dom doszczętnie spłonął. To oczywiste, że niewielki ogień w kominku oznacza dla niego coś zupełnie innego niż dla was. Jeśli więc dręczy was strach i poczucie zdrady wobec własnej rodziny, ponieważ próbujecie sprawdzić, czy wasi rodzice są uzależnieni od alkoholu albo innych narkotyków, to popatrzcie na te uczucia jak na dym, który unosi się w powietrzu długo po wybuchu pożaru. Zorientujecie się w końcu, że jeśli zajmiecie się tym dymem bezpośrednio, to możecie go całkiem usunąć z życia.
piątek, 12 listopad 2010 13:25

Wstęp

Urodziłem się w 1945 roku jako syn alkoholika. Dopiero 33 lata później zacząłem rozumieć, jak bardzo wpłynął na mnie alkoholizm ojca. Niektóre skutki były tak oczywiste, że tylko pragnienie bycia na nie ślepym nie pozwoliło mi ich dostrzec. Jednak większość z nich okazała się subtelną mieszanką korzyści i obciążeń.

Odczuwałem dumę z powodu siły, jaką mi dawały, ale ignorowałem to, jak wiele możliwości zniszczyły. Swoją moc zdobywały raczej dzięki wszechobecności niż natężeniu. Wplotły się w tkaninę całego mojego życia, a ja miałem niewielkie pojęcie o poszczególnych niciach, które kształtowały moją tożsamość. W 1978 roku, w trakcie praktyki psychiatrycznej, zacząłem wreszcie rozdzielać i badać te nici. Ku mojemu zaskoczeniu to sprawdzanie samego siebie co rusz ożywiało wspomnienia o pijaństwie mojego ojca.

W tym samym roku współprowadziłem – w Stanford Alcoholism Clinic – pierwszą w historii grupę psychoterapeutyczną dla dorosłych dzieci alkoholików. To doświadczenie splotło zawodowe i osobiste strony mojego życia w sposób, który wciąż przynosi mikorzyści. W 1983 roku pomogłem założyć National Associationfor Children of Alcoholics (NACoA). Rok później utworzyłem – wspólnie z moją żoną Mary Brand Cermak – Genesis Psychotherapy and Training Center.

Wspólnie rozwinęliśmy program kuracji dla dorosłych dzieci alkoholików (DDA) i wciąż go stosujemy. Wraz z nabieraniem doświadczenia, stopniowo korygowaliśmy i doskonaliliśmy nasze podejście. W 1986 roku pracowałem z Jacquesem Rutzkym nad dalszym rozwojem grup Genesis i przygotowaniem podręcznika, który znacznie zwiększył efektywność naszej terapii. Wreszcie przyszedł czas na poszerzenie, poprawienie i udostępnienie tego opracowania szerszej publiczności.

Grupy zdrowienia Genesis mają jeden cel – pomóc ludziom spersonalizować informacje o dorosłych dzieciach alkoholików... Nie wystarczy wiedzieć, że na przykład rodziny alkoholowe strzegą sekretów. Samopoznanie potrzebuje czegoś więcej niż tylko teorii; wymaga szczerości wobec konkretnych szczegółów.

Spersonalizowanie informacji oznacza zdolność do powiedzenia: „Sekrety mojej rodziny są takie...”. Ten podręcznik zawiera informacje i ćwiczenia pomocne ludziom z rodzin alkoholowych w zmaganiach z poznawaniem siebie. To poprzez samopoznanie odnajdziecie nową wolność.
Im więcej pracuję z dorosłymi, zdrowiejącymi ze swoich przeżyć związanych z dorastaniem w rodzinach, w których było uzależnienie od alkoholu/narkotyków, tym lepiej rozumiem trzy ważne paradoksy:

1. Każde dorosłe dziecko alkoholika/uzależnionego jest niepowtarzalne, choć wszystkie mają wspólne cechy.

2. Zdrowienie odbywa się na mnóstwo sposobów, choć każdy z nich jest spójny z pozostałymi.

3. Słowa dorosły i dziecko są tak samo ważne, ale zdrowienie wymaga ich zintegrowania w poczucie własnego „ja”, które wykracza poza znaczenie każdego z nich.

Zajmijmy się teraz tymi paradoksami.


Przy 27 milionach Amerykanów w każdym wieku, którzy mają przynajmniej jednego rodzica uzależnionego od alkoholu lub innych narkotyków,* powierzchowne byłoby uznanie, że doświadczenia ich wszystkich są takie same albo że mają oni taką samą potrzebę wyzdrowienia.

Każdy przychodzi na świat z innym temperamentem, w różnych klasach społecznych, w różnych rodzinnych konstelacjach, w innych środowiskach etnicznych i religijnych, zaś każdy rodzic ma niepowtarzalną osobowość i w różnym stopniu jest uzależniony. Przeżycia związane z rodzicem uzależnionym od alkoholu lub narkotyków wpływają na nasze życie na mnóstwo sposobów.

Po pierwsze, choć konieczna jest troska o indywidualność, to wczesne stadia zdrowienia wymagają odkrycia wspólnych nici, które wplatają się w życie każdego z nas. Ponieważ wszyscy byliśmy dziećmi, więc wszyscy mieliśmy to samo pragnienie, aby matki i ojcowie byli wobec nas szczerzy i zapewnili nam bezpieczeństwo.

Wszyscy źle interpretowaliśmy zachowania rodziców spowodowane odurzeniem. Wszyscy staraliśmy się jakoś funkcjonować w złej sytuacji. Większość z nas przetrwała; niektórym się nie udało.

Ten podręcznik ma pomóc poznać nici, które przeplatają się przez życie każdego DDA, i rozpoznać różne sposoby, w jakie wpływają one na nich.
Po drugie, podobnie jak religie pokonują zbocza tej samej góry, aby na szczycie zbliżyć się do siebie, tak różne ścieżki zdrowienia prowadzą do tego samego punktu wewnątrz każdego z nas. U podnóża góry ścieżki te zdają się prowadzić w zupełnie różne strony. Jedna budowana jest na silnym duchowym fundamencie, inna unika duchowości.

Jedna zaczyna się od indywidualnej terapii, inna odrzuca terapię i prowadzi przez 90 spotkań samopomocowych w ciągu 90 dni. Nie ma jednej drogi, którą muszą podążać wszyscy.

Ten podręcznik nie powstał po to, żeby opisać drogę, którą musi przebyć każde DDA, aby wyzdrowieć. Prezentuje kroki, które już wielu z sukcesem wykonało, i powinien ułatwić to tym, którzy jeszcze nie weszli na drogę do uzdrowienia.

Wielu DDA pomaga koncepcja wewnętrznego dziecka. Część krytyków pomniejsza wartość tej koncepcji, bowiem ich zdaniem infantylizuje ona ludzi i przeszkadza w osiągnięciu tych dorosłych umiejętności, które powinni osiągnąć. Obwiniają ją o wiele gaf, popełnionych przez „pop-psychologię” zdrowia.

Ci krytycy wyraźnie nie rozumieją, że większość DDA usunęła swoje dzieciństwo i nie odczuwa żadnego żalu z powodu tej straty. Dopóki tego nie pojmą, nie będą w stanie docenić mocy, jaką wielu DDA daje wewnętrzne dziecko.

Z drugiej strony, dla większości DDA celem nie jest wyłącznie uzdrowienie wewnętrznego dziecka, ale włączenie go w realia dorosłego życia. Choć często ten proces musi się rozpocząć od bezwarunkowej akceptacji wewnętrznego dziecka, to jednym z jego elementów powinno być stopniowe i skuteczne dojrzewanie tego dziecka.

Skuteczne dojrzewanie nie może polegać na przedwczesnym usunięciu dzieciństwa i staniu się nieświadomym dziecięcych potrzeb. Aby dojrzewanie mogło się rozpocząć, trzeba odnaleźć i zaakceptować wewnętrzne dziecko; ale trzeba je też przekonać do dalszego rozwoju.
Nieustanne pobłażanie mu nie sprzyja zdrowieniu. Pobłażliwość wynika z osiągnięcia przez wewnętrzne dziecko przewagi i z dyktowania „wewnętrznemu rodzicowi” tego, jak chce być traktowane. Problem polega na tym, że nie zawsze wie, co jest dla niego najlepsze.

Trzeba je poprowadzić przez proces dorastania, a nie zmuszać do niego. Dzięki takiemu przewodnictwu wewnętrzne dziecko i „wewnętrzny rodzic” wtapiają się w dojrzałe poczucie „ja”, w którym ich potrzeby zaczynają żyć jednym życiem.

Ten podręcznik przeznaczony jest dla dorosłych, którzy mają – albo mieli – rodzica uzależnionego od alkoholu lub innych narkotyków i którzy wciąż cierpią w dorosłym życiu z powodu dziecięcych potrzeb, nigdy nierozpoznanych, nieuznanych i nieszanowanych. Wierzymy, że uwiarygodnienie ich i tchnięcie w nie życia jest często pierwszym krokiem do dojrzewania.

Ale ten podręcznik jest mylący. Sprawia wrażenie, jakby jego napisanie i przeczytanie nie nasuwało większych trudności. To nieprawda.

Większość książek to monologi, które można włączyć lub wyłączyć jednym pstryknięciem. Jednak ten podręcznik bardziej przypomina dialog, w którym jeden z rozmówców namawia innych do działania, do przeżywania i do szczerych odpowiedzi.

Trzymacie tę książkę w rękach, ponieważ coś w niej przyciąga was. Możecie czuć się zmartwieni, niedoskonali albo niezadowoleni. Możecie być pełni nadziei albo rozpaczy. Cokolwiek wami kieruje – płynie z głębi was. Dokonanie głębokich zmian wymaga czasu i wysiłku. Ten podręcznik to tylko zestaw narzędzi, a każde z nich jest stopniem na drodze do uzdrowienia.

W 1988 roku napisałem „Czas na wyleczenie”. Droga do wyzdrowienia dla dorosłych dzieci alkoholików, aby pomóc ludziom odpowiedzieć na wezwanie, płynące z ich wnętrza. Dałem w tej książce wyraz wielu osobistym przeżyciom: tym związanym z dorastaniem w rodzinie alkoholowej i tym dotyczącym mojej praktyki psychoterapeutycznej, nastawionej przede wszystkim na problemy DDA.
Ta książka prawdopodobnie miała większe znaczenie dla mnie niż dla jej czytelników. Uważam tak, ponieważ wyleczenie wynika ze szczerego, prawdziwego opowiedzenia swojej własnej historii właściwym ludziom. Stosowana przeze mnie terapia polega przede wszystkim na pomaganiu ludziom w odnalezieniu własnego głosu, w opowiedzeniu własnej historii.

Podręcznik „Czas na wyleczenie” jest tak ułożony, aby przeprowadzić wasze umysły i serca przez potencjalnie bolesną i trudną materię.

Każdy rozdział rozpoczyna się od uczuć, wywołanych zawartością poprzedniego. W ten sposób wywołujemy takie same przypływy i odpływy, jakie obserwujemy w grupach DDA w Genesis, kiedy ludzie zaczynają zarówno odczuwać fakty z własnego życia, jak i je rozumieć.

Kiedy zaczniecie czytać Wprowadzenie, będzie to jak wejście w grupę Genesis „Czas na wyleczenie”. Ważne punkty podręcznika ilustrujemy doświadczeniami naszych grup. Opisujemy, jak ich członkowie często reagowali na materię, z którą macie teraz do czynienia. I prowadzimy was przez wiele takich samych doświadczeń jak te, które były udziałem ludzi w naszych grupach.

Oczywiście, niczym nie można zastąpić rzeczywistości – a jednym z jej elementów są ludzie. Choć ten podręcznik przyniesie pewne korzyści nawet wtedy, gdy przebrniecie przez niego samotnie, to jednak nie będzie miał mocy, jaka płynie z podzielenia się swoją historią z innymi zdrowiejącymi.

Zachęcam każdego z was do zwielokrotnienia wartości tej książki poprzez znalezienie forum, na którym będziecie mogli porozmawiać o niej z innymi. Dla niektórych z was może to oznaczać zaproszenie kilku przyjaciół do wspólnego przeczytania podręcznika; w Aneksie I podsuwamy wskazówki, jak można to zrobić.

Inni mogą potrzebować udziału w przynajmniej jednym samopomocowym mityngu w tygodniu, aby usłyszeć inne DDA opowiadające swoje historie i aby mieć możliwość podzielenia się własnymi przeżyciami. Jeszcze inni mogą uznać za pomocne wykorzystanie podręcznika we własnej terapii.
Mamy nadzieję, że zechcecie skorzystać z podręcznika, a waszą sprawą pozostaje, jak to zrobicie. Zaznaczajcie. Zaginajcie rogi kartek. Zapisujcie komentarze i myśli za każdym razem, gdy się pojawią. Pracujcie nad stronami tak wolno, jak chcecie, bowiem dzięki temu zyskacie czas na to, aby informacje i doświadczenia dotarły do waszych serc i umysłów.

Choć niektórzy z was będą zapewne chcieli szybko przebrnąć przez rozdziały, to jednak pamiętajcie, że żadnych korzyści nie przyniesie wam zamienienie tej książki w kolejne zdobyte „trofeum samopomocy”, pokrywające się kurzem na półce. Życzymy wam powodzenia, gdy zajmiecie się tą ważną pracą.


Timmen L. Cermak

 

piątek, 12 listopad 2010 12:55

Czas na wyleczenie. Przewodnik

 


spis_tresci
wstepniak
fragmenty

Timmen L. Cermak
Czas na wyleczenie. Przewodnik
tłumaczenie: Piotr Żak
stron: 224
oprawa: miękka
format: 165x234 mm
Strona 13 z 14