poniedziałek, 13 grudzień 2010 10:24

Bałam się otworzyć

Mam 25 lat, studiuję i pracuję. Ojciec zawsze miał problem z alkoholem. Trzeźwy jest bardzo opiekuńczy, ale gdy tylko się napije – wstępuje w niego diabeł, jest agresywny i wulgarny. Mieszkamy w małej miejscowości, co jeszcze bardziej nasilało problem, bo ogromnie się wstydziłam, że ojciec codziennie chodzi pijany. Zamykałam się w sobie. Marzyłam o ucieczce z tego piekła. Wyjechałam do szkoły średniej w większym mieście. Choć nauka szła mi dość kiepsko, zaparłam się i właśnie kończę studia zaocznie. Pracuję już w swoim zawodzie, z czego jestem bardzo zadowolona. Niestety, los sprawił, że musiałam wrócić do rodzinnej miejscowości i wszystko jest po staremu, bo do ojca nie dociera, że jest alkoholikiem i powinien się leczyć.

Wiem, że mam problem, jestem dorosłym dzieckiem alkoholika. Co prawda mam wielu znajomych, ale żadnego nie mogę nazwać przyjacielem. Mówią mi, że lubią spędzać ze mną czas, że jestem wesoła i pomysłowa, a do tego umiem wysłuchać. Jednak ja często łapię się na tym, że z minuty na minutę zmienia mi się nastrój z euforii w przygnębienie. Gdy ktoś wtedy pyta, co mi się stało, wymiguję się zmęczeniem i uciekam do moich czterech ścian w samotność, której boję się najbardziej, a która jest wszechobecna w moim życiu.

Mam też problem z zawieraniem bliższych znajomości z mężczyznami. Marzę o prawdziwej miłości, ale często wydaje mi się, że nie mam do niej prawa. Niedawno opuścił mnie ważny dla mnie mężczyzna. Nie mogę się pozbierać. Myślałam, że wszystko jest dobrze, że wreszcie znalazłam tę drugą, idealną połówkę jabłka. Nie umiałam się przed nim otworzyć. Może potrzebowałam czasu? Z dnia na dzień przestał się odzywać. Powiedział, że to nie to, czego szuka. Czar prysł. Pomocy.


Aga

dodziuk_annaAnna Dodziuk jest psychoterapeutką, superwizorem treningu psychologicznego i psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, specjalistką terapii uzależnień.




Droga Ago,


To dobrze, że zdajesz sobie sprawę ze źródła swoich problemów, wiążąc je z tym, że w dzieciństwie Twój ojciec pił i że pije do dzisiaj.

Życie w piekle – a wielu DDA w ten sposób nazywa swoją przeszłość – niesie dużo negatywnych skutków dla ich późniejszego życia. Również takie, o jakich piszesz: samotność, brak przyjaźni, problemy z bliskością. Z Twojego listu wynika jasno, że wiesz także, jaka jest Twoja rola w podtrzymywaniu takiej sytuacji, bo zdajesz sobie sprawę, że „w chwilach przygnębienia wymigujesz się zmęczeniem i uciekasz do swoich czterech ścian”, a „przed kochanym mężczyzną nie umiałaś się otworzyć”.

Wiem, że to trudne, ale prawdziwą bliskość tworzy bycie razem w dobrym i złym, czy to w przyjaźni, czy w miłości. Dlatego zachęcam Cię: spróbuj dzielić się tym, co naprawdę przeżywasz, a więc i tym, co boli. Stopniowe próby opowiadania o swojej koszmarnej przeszłości i dzisiejszym bólu pomogą Ci zobaczyć, że to zbliża ludzi.
Może na początku byłoby Ci łatwiej robić to przez Internet? Zajrzyj na „nieoficjalną” stronę DDA, może też na inne strony pojawiające się po wpisaniu tych trzech liter w wyszukiwarce internetowej. Poszukaj w mieście, gdzie studiujesz, grupy samopomocowej DDA albo grupy terapeutycznej. Jestem pewna, że kontakt z innymi osobami, które przeszły przez podobne piekło, dużo Ci da i nauczy otwierać się.

Nie wątpię, że jesteś w stanie to zrobić, skoro udało Ci się tak dobrze pokierować zdobywaniem wykształcenia i pracy. Odszedł bardzo ważny dla Ciebie mężczyzna, to ogromnie bolesny moment w Twoim życiu, więc tym bardziej warto zacząć walczyć o siebie i przekonać się, że słowa „boleść dzielona – połową boleści” mają sens.