wtorek, 14 grudzień 2010 12:12

Ze strefy cienia

Mam 23 lata. Czasami wciąż jeszcze chce mi się krzyczeć, płakać, czuję żal i złość. Tylko dlatego, że moi rodzice nie stanęli na wysokości zadania, by z miłością wychować swoje dziecko. Ojciec jest alkoholikiem. Matka osobą współuzależnioną. Każde z nich przekazało mi bagaż, który noszę od wielu lat. Ale teraz nadszedł mój czas. Czas by pozbyć się ciągnącego w dół balastu, zacząć żyć swoim życiem, kochać i ufać bez strachu, lęku przed odrzuceniem, przed oceną innych. Moje dotychczasowe życie przypominało front wojenny.

Ciągła walka o siebie, o swoje prawa, potrzeby, które były sukcesywnie negowane, głównie przez moją matkę. I to zbijające z tropu, paraliżujące myślenie, nieustanne poczucie winy. Wciąż przecież słyszałam: „jesteś wredną egoistką, myślisz tylko o sobie, a mnie jest tak źle i w ogóle życie jest takie ciężkie”.

Ale mimo to uruchamiałam w sobie jakieś pokłady siły, które pozwoliły mi przetrwać, zdać świetnie maturę, zdać na wymarzone studia, wyprowadzić się z domu. Życie biegło, a ja wciąż kryłam w sobie ogromny ciężar, nie wiedząc, co i dlaczego tak mocno ściska moje serce. Moja mama obarczała mnie całym swoim nieudanym życiem, problemami. To ja miałam być rodzicem, który opiekuje się i wspiera, sama nie otrzymując niczego w zamian. Przyjmowałam tę rolę z poczucia obowiązku, a wraz z nią nieustanne poczucie winy z powodu niedostatecznie dobrze spełnianego zadania.

W końcu coś we mnie pękło. Przyszła depresja, paraliżujący lęk, bezsilność. I znów, po raz kolejny, jakaś wewnętrzna siła kazała mi iść naprzód, nie poddawać się. Zaczęłam szukać pomocy psychologicznej. Po długim oczekiwaniu, odsyłana z jednego miejsca w drugie, trafiłam do właściwej poradni, gdzie od ponad roku jestem pod opieką terapeutyczną (obecnie uczestniczę w terapii grupowej dla DDA). Rekonwalescencja „wewnętrznego dziecka”, które zostało boleśnie obite, wymaga jednak czasu i wytrwałości. Uświadomienie sobie pewnych mechanizmów rządzących moim życiem było niezwykłym odkryciem. Do tej pory stanowiły one mój pancerz, który wykształcił się, kiedy byłam jeszcze malutka.

 Miał mnie chronić przed jadem domu rodzinnego, pomóc przetrwać, zachować jakąś podstawę zdrowia psychicznego. Odrzucenie tej skorupy to moje zadanie na dziś. Moja własna, nowa skóra czeka we mnie, aby ją odkryć, pozwolić jej oddychać. To powoli się udaje. Choć czasami dawne lęki powracają, jak złe demony. Ale ja mam coraz więcej siły, by z nimi walczyć i wierzę, że pewnego dnia uda mi się nimi zawładnąć i nie pozwolić, aby już więcej mnie niepokoiły. Staram się nie odłączać od wewnętrznego źródła siły, szczególnie gdy nadchodzą chwile zwątpienia. Powtarzam wtedy w myślach: „pracuję nad sobą, by osiągnąć radość i spełnienie”. To jak przechodzenie ze strefy cienia w strefę światła. Danie sobie szansy, nadziei na to, że można inaczej żyć.

Obecnie kończę studia, wyprowadzam się z moim Ukochanym do innego miasta. Zaczynam nowe życie. Bardzo dużo siły daje mi praktyka jogi, która jest również moim zainteresowaniem naukowym, a prywatnie filozofią życia. Jednocześnie zmagam się z przeszłością na terapii. Muszę brać leki, by serce nie wyskoczyło z piersi. Ale mimo że czasami jest ciężko, to dostrzegam w tym trudzie potencjalne źródło ogromnej siły na przyszłość.

Być może część tej siły uda mi się przekazać innym? Ale przede wszystkim jestem z siebie ogromnie dumna, że walczę o życie, które dziś jest tylko i wyłącznie moje. Wszystkim ludziom z podobnymi problemami chciałabym powiedzieć, by dali sobie szansę na zmianę, pozwolili przebudzić się wewnętrznej sile i wykorzystali ją nie do walki z całym światem, ale o samego siebie.

Justin

kucinska_marzennaMarzenna Kucińska: psycholog, psychoterapeuta, specjalizuje się w psychoterapii poznawczo-behawioralnej, pracuje w Instytucie Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, gdzie między innymi prowadzi treningi dla Dorosłych Dzieci Alkoholików




Brawo Justin!

Cieszę się, że stosunkowo szybko, w wieku 23 lat, udało ci się wziąć odpowiedzialność za własne życie w swoje ręce, że dotarłaś do wewnętrznych sił, które każą nie poddawać się w walce o siebie. W rodzinie z problemem alkoholowym toczy się zwykle subtelna walka o to, by nie pojedynczy człowiek był ważny, ale rodzina. W związku z tym DDA czują nacisk, by nie zajmować się sobą ani swoim życiem, ale życiem matki, ojca lub rodzeństwa. Stwierdzenia „Bo ty dasz sobie radę” lub „Nie bądź egoistą” mają skierować nasze wysiłki w kierunku zajmowania się potrzebami innych członków rodziny.

Zwykle jest to także sposób, w jaki nasze matki radzą sobie z własnymi frustracjami i codziennym cierpieniem. Kiedy dziecko dorasta, współuzależniony rodzic może mieć nadzieję, iż nadejdzie zmiana, że będzie mógł podzielić się z nim odpowiedzialnością za męża, dom i resztę rodziny, bo „mnie jest tak źle i w ogóle życie jest ciężkie”. Łatwo zrozumieć, że po latach dźwigania tego brzemienia mają dość i oczekują na zmianę, ale to nie one mają się zmienić, ani nie rodzina, jedynie dziecko ma być jeszcze bardziej odpowiedzialne za swoich domowników. Ale patrząc z boku, widzimy, że taki podział zadań w rodzinie, kiedy jedna osoba jest odpowiedzialna za wszystkie pozostałe, a głównym zadaniem rodziny jest przetrwać w niezmienionym kształcie, nie jest w dłuższej perspektywie dobry. Jest źródłem cierpienia i poczucia skrzywdzenia u tych, którzy najbardziej poświęcają się dla rodziny. Sprawia, że czujemy się winni i egoistyczni, kiedy chcemy czegoś dla siebie.

Dlatego kiedy, jak pisze Justin, przychodzi nasz czas, czas dorosłości i odpowiedzialności, naszym zadaniem jest nauczyć się żyć tak, abyśmy potrafili zaspokajać swoje potrzeby, korzystać ze swoich praw i z własnego potencjału. DDA mają swój wewnętrzny potencjał tak samo jak inni ludzie, nawet powiększony o cechy i umiejętności zdobyte w szczególnie trudnych sytuacjach. To ważne byśmy z niego korzystali, budując dzięki niemu dobre relacje i szczęśliwe własne rodziny. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie, by wykorzystać je i czuć się szczęśliwym, spełnionym. I mamy prawo do własnego życia, do wykształcenia, do udanych relacji z innymi i dobrych związków.