środa, 05 styczeń 2011 12:20

Porażki przez dzieciństwo?

Moje życie to pasmo cierpień, porażek i poczucie winy. Gdy byłam dzieckiem, bałam się, że tata pije przeze mnie. Kiedy dziś słyszę słowo „dzieciństwo” – mam przed oczyma strach i ból. Bałam się pijanego ojca. Pamiętam dokładnie każdą sekundę, każdą myśl i każde uczucie, które wtedy mi towarzyszyło. Pragnęłam wtedy tylko nie być sama, tak bardzo bałam się samotności w ciemnym pokoju i kolejnych nieprzespanych nocy. Prosiłam babcię, żeby zostawała, bo bałam się, że tata przyjdzie z nożem, a nie z bajką do poczytania.

Te godziny spędzone przy oknie w oczekiwaniu, czy wreszcie wróci do domu, czy będzie się zataczać, a może to nie ten dzień, może tylko się spóźni. Szukanie go w knajpach, na ulicach, wszędzie...

Tego dziecko nie powinno doświadczać. Były też dobre chwile, kiedy tata zabierał nas na wycieczki i przez parę dni było tak, jak powinno być cały czas. Mama też cierpiała. Pamiętam jej łzy i bezsilność. Nie była dobrą matką, nie wychowała nas tak, jak powinna. Pewnie to nie jej wina, ale wpływ sytuacji, w jakiej się znalazła.

Dziś jestem świadoma tego, że w moim dzieciństwie za dużo było łez, strachu, bólu, krzyku, nienawiści, kar i bicia. To wszystko wpłynęło na to, jaka jestem teraz, przekłada się na moje porażki. Czuję się beznadziejnie, chyba nie powinnam przyjść na świat! Jestem do niczego i zawsze taka byłam. Wiele razy myślałam o samobójstwie. W pewnym okresie okaleczałam się, ale nikt z mojej rodziny tego nie widział. Rodzice zawsze byli ślepi na moje problemy.

Jeśli w przyszłości założę rodzinę (choć pewnie do tego nigdy nie dojdzie) i będę mieć dzieci, wychowam je najlepiej jak będę potrafiła, otoczę je bezpieczeństwem, miłością i spokojem.

Aleksandra

kucinska_marzennaMarzenna Kucińska jest psychologiem, psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej, trenerem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. W Instytucie Psychologii Zdrowia prowadzi szkolenia z podstaw pomocy psychologicznej.



Droga Pani Aleksandro,

Czytając Pani list, czułam jak mi się włos jeży, kiedy wyobrażałam sobie dziecko dorastające w tak trudnej sytuacji.

Najgorsza w takim dzieciństwie jest codzienność, która jest jedno­cześnie normalna i nienormalna. Normalna, bo miała Pani tatę, mamę i babcię, i chwile, w których wszystko było tak, jak być powinno. Ale też nienormalna, bo nieprzewidywalna – zbyt często bała się Pani i cierpiała w samotności, nie mogąc liczyć na najbliższych.

Trudno odnaleźć się dziecku w takim chaosie, więc myśli: „moi rodzice są w porządku, tylko ze mną coś jest nie tak, że nie mogą mnie kochać, albo nie mogą się o mnie troszczyć” – to pomaga uporządkować całą sytuację i nie mieć pretensji ani żalu do rodziców, których dziecko tak bardzo potrzebuje. Na chwilę w chaosie tworzy się jakaś zasada.

Ale to myślenie nie jest prawdą, to jedynie myśl, która ma ukoić osamotnienie i pozwolić nie narażać się na kolejne frustracje.

Nadal myśli Pani: jestem beznadziejna, jestem kimś niedobrym. Tak naprawdę nie jest Pani zła, tylko czuje się Pani źle. Poczuje to Pani, gdy wyzwoli się z nawyków myślenia i przeżywania wyuczonych w dzieciństwie. Może Pani zmienić sposób myślenia oraz to, jak czuje się sama ze sobą. Jest to proces dość skomplikowany i trudny, ale z pewnością łatwiejszy niż Pani dzieciństwo, a to przecież już Pani przeżyła. Tym razem nie będzie Pani sama – wesprze Panią terapeuta lub grupa.

Terapia będzie prowadziła do uporządkowania i oddzielenia tego, co było nie tak z Panią w dzieciństwie, a co było nie tak z Pani bliskimi, do zrozumienia, że sytuacje z dzieciństwa pokaleczyły Panią i że swoje zachowania, które Pani uważa za nienormalne, kiedyś pozwoliły przetrwać to piekło. Pani, jak każde dziecko, była taka jak być powinna, i zasługiwała na troskliwą miłość swoich bliskich, na to, by czuć się bezpiecznie. Mam nadzieję, że kiedy minęły już trudne lata będzie Pani mogła tak właśnie żyć, czując się dobrze ze sobą i ze światem.