piątek, 07 styczeń 2011 11:18

Dzieciństwo bez ojca

Czasem bywa tak, że wiele cech DDA występuje u osób, które w swych rodzinnych domach nie miały kontaktu z alkoholem. Pomimo tego, że źródłem doznanych przez nie krzywd nie był alkoholizm rodziców, ludzie wychowani w tzw. rodzinach dysfunkcyjnych w swym dorosłym życiu cierpią równie boleśnie jak DDA. Taką osobą jest Małgosia, której list zamieszczamy poniżej.

Im bardziej interesuję się psychologią, im więcej czytam artykułów poświęconych różnym psychologicznym problemom, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem DDA. Myślę o tym też od czasu, gdy pewnego dnia do domu rodzinnego przyjechał starszy brat, by opowiedzieć nam o tym syndromie. Usłyszał o nim na rekolekcjach, w których udział brali również psycholodzy. Brat dowiedział się tam, że również należy do grupy dorosłych dzieci alkoholików.

Chciał podziękować rodzicom za to, co dali mu dobrego i jednocześnie wybaczyć im. Zastanawiałam się wtedy, co on chce im wybaczyć. Czy ja też jestem DDA? Przecież w naszym domu nie było alkoholu. Wszystko było niby w porządku, tylko nie pamiętam taty, który pracował całymi dniami. Gdy chciałam sobie przypomnieć jakieś miłe chwile, czas zabawy z nim – nie potrafiłam niczego wydobyć z pamięci. Tak jakby go wtedy w ogóle nie było w moim życiu.

Nie pamiętam przytulania się, bliskości z tatą – za to mama nadrabiała za ich dwoje. Zawsze była bardzo kochająca, wręcz nadopiekuńcza, bo sama wychowała się w alkoholowej rodzinie pełnej fizycznej i psychicznej przemocy. Otaczała nas swoimi opiekuńczymi skrzydłami, teraz boję się dzwonić do obcych ludzi, załatwiać sama swoje sprawy, a nawet chodzić do sklepu.

Czy sam brak obecności ojca we wspomnieniach może świadczyć o tym, że pojawiają się u mnie cechy DDA? Wypełniłam znaleziony w Internecie test z listą cech DDA i na 90 procent pytań odpowiedziałam twierdząco. Dodatkowo zaczynam chudnąć, bo kontroluję każdy kęs. I czuję dziwną, nie zawsze uświadamianą satysfakcję z przejęcia kontroli nad własnym ciałem. Tak jakby to była pierwsza i jedyna rzecz, nad którą mogę mieć władzę...

Małgosia

dodziuk_annaAnna Dodziuk jest psychoterapeutką, superwizorem treningu psychologicznego i psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, specjalistą terapii uzależnień.





Droga Pani Małgosiu,

Cieszę się, że dowiedziała się Pani o niezaleczonych urazach z dzieciństwa i ich konsekwencjach.

Cieszę się dlatego, że dopiero określenie i nazwanie sytuacji „chorobotwórczej” otwiera możliwości leczenia.

Wiele dorosłych osób, które jako dzieci nie miały do czynienia z nadużywaniem alkoholu w rodzinie, ale doznawały innych krzywd, przeżywa wciąż odnawiające się cierpienie i trudno im przystosować się do otaczającej rzeczywistości – podobnie jak dorosłym dzieciom alkoholików. Nazwano je DDD, czyli dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Zaczęto o nich pisać, a w USA powstały grupy terapeutyczne przeznaczone specjalnie dla nich.

Pisze Pani o ojcu: „Gdy chciałam sobie przypomnieć jakieś miłe chwile, czas zabawy z nim – nie potrafiłam niczego wydobyć z pamięci. Tak jakby go wtedy w ogóle nie było w moim życiu”. Podobnie mogłaby brzmieć skarga niejednego dziecka alkoholika, zwłaszcza takiego, którego ojciec upijał się „na spokojnie”.

Skutki życia z nieobecnym ojcem są do pewnego stopnia podobne do skutków życia z ojcem alkoholikiem: ukształtowało się poczucie, że jest Pani nieważna i niewiele warta, że Pani potrzeby się nie liczą, że nie ma Pani wpływu na swoją sytuację i ważne osoby wokół siebie. Bycie DDD i DDA polega właśnie na przenoszeniu tych niszczących przekonań w dorosłość i układania sobie życia zgodnie z nimi, chociaż sytuacja życiowa jest już całkiem inna.

Optymistycznym elementem tego smutnego obrazu jest to, że może Pani osłabić, a nawet usunąć negatywny wpływ przeszłości. Wydaje mi się, że ma Pani już wystarczającą ilość informacji, żeby uznać, że zna Pani odpowiedź na pytanie: czy jestem DDA? Może warto zacząć szukać dla siebie psychoterapii?

Wyniki testu są bardzo wysokie, objawy dyskomfortu życiowego nasilają się. Zapewne psychoterapia byłaby też dla Pani okazją, żeby zająć się lękiem przed ludźmi i niezaradnością, spowodowaną nadopiekuńczością mamy. Może już nie warto dłużej czekać? Życzę powodzenia.