czwartek, 10 luty 2011 12:03

Historia Sylwii: Mamo, straciłyśmy tyle lat...

Na pogrzeb przyszła chmara Twoich koleżków, całą siłą woli powstrzymywałam się, aby nie wyrzucić ich z kaplicy, nie wykrzyczeć im w twarz, że mi Ciebie zabrali. Przegrałam w walce o Twoją miłość i zainteresowanie z butelką wódki i grupą zbirów.

Czasem myślę, że byłaś w życiu nieszczęśliwa, czasem – że byłaś nieszczęśliwa przeze mnie.

Taka jestem na Ciebie wściekła, że odeszłaś bez wyjaśnień, bez konkretnej odpowiedzi na tyle niezadanych pytań. Jak mogłaś zostawić mnie na tym świecie bez przekonania, że mnie kochałaś? Całe życie myślałam, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym ostatecznie Cię znienawidzę lub zrozumiem. Liczyłam na wyjaśnienie, zasługuję na to. Cały czas się tym zadręczam.

Paweł mówi, że nie kochałaś, że się nie interesowałaś. Ale jeśli to prawda, to po co ta cała bateria zdjęć dzieci, wnuków na twojej półce. Poustawiane bez ładu i składu, ale zostawione tak, jakbyś często o nas myślała.

Po co Ci moje stare zeszyty, walentynki z młodzieńczych lat, świadectwa, drobne notatki pozornie bez znaczenia. Zostawiłaś sobie nawet gratulacje dla rodziców za dobre wyniki w nauce, których nie odebrałaś, bo leżałaś pijana w domu. Myślałam, że ten dyplom dawno zaginął.

Tego ostatniego wieczora, który spędziłyśmy razem, kiedy czuwałam nad Tobą, kiedy umierałaś, przebudziłaś się i zapytałaś, czemu jestem z Tobą tak długo. Straciłyśmy tyle lat, które mogły obfitować w miłość i szczęście. Gdybyś mi tylko pozwoliła, byłabym z Tobą wiele takich wieczorów.

Jak niczego innego na świecie, chciałam Cię kochać i być kochana. Rosłam w przeświadczeniu, że jestem nikim, bo przecież będąc kimś, zasługiwałabym na uwagę, na miłość. Tamtego ostatniego wieczoru, kiedy weszłam do domu po chwilowej nieobecności, tata przytulał Cię i płakał jak dziecko. Całe życie żyliście w stanie wojny, po co?

Przed pogrzebem wybrałyśmy się z Ulą do Twojego mieszkania, żeby zabrać jakieś pamiątki. Zabrałam wiele rzeczy, sama nie wiem po co. Teraz nalewam rosół dzieciom Twoją chochlą do zupy i myślę o Tobie, piję herbatę z Twojego kubka i myślę o Tobie.

Najgorzej sprawa wygląda z kwiatami. Zabrałam dwa kwiaty doniczkowe, jeden z nich stał na stole, więc ubzdurałam sobie, że musiał być Twoim ulubionym, skoro chciałaś na niego ciągle patrzeć. No i ten właśnie kwiatek po przywiezieniu do mojego domu zaczął obumierać.

Każdego dnia czuł się gorzej, tak samo jak ja. Suchy i wypalony w środku. Patrząc na niego – umierającego – czułam się, jakbym traciła Ciebie na nowo. Kupiłam nawóz w płynie, zmieniłam mu ziemię, a później doniczkę. Po tygodniu zauważyłam lekkie zazielenienie na listkach, poczułam, że jest szansa, abym i ja poczuła się kiedyś trochę lepiej. Łudziłam się nadzieją, że może jest jeszcze szansa na ratunek dla niego i ratunek dla mnie. Wiem, to absurdalne.

Kilka lat temu, kiedy założyłam własną rodzinę, obiecałam sobie, że przeszłość nie będzie miała na mnie wpływu. Że moje dzieci będą miały dom, jakiego ja nie miałam: pełen ciepła, zrozumienia i że najpewniejszą dla nich rzeczą w życiu będzie to, że mama je kocha. Stworzenie takiego domu wcale nie jest łatwe. Po dzieciństwie w ciągłym stresie zostały mi natręctwa i problemy z emocjami – wybucham nagle z byle powodu. Taki mi zostawiłaś spadek...

Od wielu lat próbuję walczyć z niską samooceną. Pomaga mi w tym wiele osób, które spotykam na swej drodze. Żałuję, ogromnie żałuję, że nie wyjaśniłyśmy sobie wielu spraw. Zamęczam się ciągłym zastanawianiem się, czy Twoje zachowanie jest w jakikolwiek sposób usprawiedliwione, czy mam Cię kochać, czy nienawidzić, co powiedzieć dzieciom, kiedy o Ciebie zapytają. Jak długo to jeszcze będzie trwać?

Sylwia

Jeśli ktokolwiek z Was, tak jak Sylwia, chce podzielić się z innymi własnymi przeżyciami, własnymi doświadczeniami bycia DDA - serdecznie zachęcamy, zróbcie to. Może w ten sposób pomożecie sobie, albo komuś innemu - prowokując do refleksji, przemyśleń, podjęcia decyzji o rozpoczęciu terapii.

Nasz adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Porozmawiajmy o naszych rodzicach - zapraszamy na Forum