poniedziałek, 04 kwiecień 2011 11:27

Terapia z balastem

Na początku terapii dorosłe dzieci alkoholików stają oko w oko z wieloma wątpliwościami. Towarzyszące im wahanie to część procesu zmiany, jaki rozpoczynają.

Na początku terapii dorosłe dzieci alkoholików doświadczają wielu sprzecznych myśli i odczuć. Gdy zgłaszają się na terapię, to – z jednej strony – mają nadzieję na zmianę (zwiększenie poczucia własnej wartości i pewności siebie, zmianę schematów zachowania, jakie od lat utrudniają im życie, czy zmianę relacji, w których czują się źle), ale – z drugiej strony – towarzyszy im też wiele obaw: czy zmiana jest możliwa, skoro przez tyle lat nic się nie zmieniło?

A może tylko mi się wydawało, że rodzice mieli problem, może to jednak ja jestem dziwakiem, a oni byli normalni? Pytania tego typu mnożą się i powodują ogromną ambiwalencję, która sprawia, że od refleksji „terapia DDA jest czymś, czego potrzebuję” do zgłoszenia się na konsultację mijają miesiące, a nawet lata. Jakie są te typowe przeszkody? W jaki sposób terapeuta i grupa mogą pomóc DDA w poradzeniu sobie z nimi?

Zosia samosia

Doświadczeniem wielu DDA jest konieczność samodzielnego radzenia sobie z problemami. W ich głowach mocno tkwi przekaz: „nie należy innym zawracać sobą głowy” i odzywa się natychmiast, gdy pojawi się pomysł, by rozpocząć terapię. Torpedują ten pomysł również inne przekonania, np.: „nie powinno się nad sobą użalać”, „inni mieli gorzej…”, czy „nikt ci nie pomoże, jeśli sam sobie nie pomożesz”.

Terapeuta powinien umieć pokonać te przekonania i odkryć u DDA dziecięcą potrzebę opiekowania się nim, bycia pokierowanym czy naprowadzanym.

Gdy możemy się na kimś oprzeć i wzorować, szybciej uczymy się nowych zachowań, nowego sposobu myślenia. W szkole tym kimś powinien być nauczyciel, wychowawca, a w domu rozumiejący, mądry rodzic, który potrafi tak pokierować dzieckiem, by mimo swoich braków rozwijało się i stawiało czoło wyzwaniom.

W terapii rolę przewodnika, mentora na chwilę podejmuje terapeuta, ukierunkowując pacjenta na zmiany i rozwój. Na chwilę, gdyż pacjent ma sam opanować tę rolę i znaleźć dla siebie mentorów, przewodników czy autorytety w życiu poza sesjami.



I co ja powiem?

To jeden z podstawowych niepokojów, jakie pojawiają się w wypowiedziach osób wahających się, czy podjąć terapię. „Co powiem, kiedy terapeuta zapyta, po co przychodzę? Właściwie to chyba nic mi nie dolega...” Pytanie o potrzeby czy o cele terapii jest zwykle dla DDA trudne.  Nie wiedzą, w jaki sposób terapeuta może im pomóc. Słyszeli tylko, że „jakaś” pomoc dla osób takich jak oni jest możliwa.

Pierwsze spotkanie z terapeutą wygląda podobnie jak wizyta u lekarza pierwszego kontaktu. Pacjent pojawia się i musi jak najlepiej opisać sprawy czy objawy, które go niepokoją. Terapeuta zaś zadaje pytania, które pozwolą postawić diagnozę i zaproponować skuteczny sposób leczenia.

Większość terapeutów zajmujących się DDA wie, że ich pacjenci mają trudności z uświadomieniem sobie i mówieniem o tym, czego potrzebują. Zdają sobie także sprawę z silnego oporu, jaki pojawia się, gdy DDA musi mówić o sobie komuś obcemu. Często dopiero na kolejnej konsultacji udaje się ustalić konkretne problemy – czasem wynika to z dość ogólnych pytań zadawanych przez terapeutów, dotyczących funkcjonowania w życiu codziennym osoby zgłaszającej się na terapię.

Kiedy obszar zmiany jest niejasny, można ukierunkować terapię na rozwój pacjenta, rozwój umiejętności niezbędnych do radzenia sobie ze sobą i własnymi problemami czy rozwój osobowości. Ostatecznie cele terapii ustalane są zawsze wspólnie przez pacjenta i terapeutę.

Czy mój ojciec był alkoholikiem?


Wątpliwości, czy to było uzależnienie, nie są kluczowe dla powstania syndromu DDA. Istotne jest, czy w związku z nadużywaniem alkoholu w życiu rodzinnym pojawiły się wydarzenia, o których trudno zapomnieć, choć jest się już osobą dorosłą. Te bolesne wspomnienia oznaczają, że sprawy z przeszłości nadal wpływają na nasze samopoczucie, na psychikę, więc należy się nimi zająć.

Czy to, co pamiętam, czuję – jest prawdą?

W rodzinach z problemem alkoholowym istnieje duży nacisk na to, by wszyscy myśleli, czuli i przeżywali zgodnie z tym, jak każe im się myśleć i przeżywać, bez względu na to, jaka jest rzeczywistość. Ileż to razy, próbując przedstawić swój punkt widzenia, DDA słyszały: „to nie tak jak myślisz”, „źle to odebrałeś”, „on tak powiedział, ale co innego miał na myśli”.

Ten sposób reagowania na komunikaty dziecka psychoterapeutka Marsha Linehan nazywa „unieważnianiem”, gdyż przekaz kierowany w ten sposób do dziecka brzmi „nieważne, co widzisz, myślisz i czujesz – ja ci powiem, jak masz widzieć, myśleć i czuć”. W ten sposób dziecko przestaje ufać sobie, swojemu umysłowi i zmysłom, jest zależne od cudzych interpretacji danej sytuacji.

W terapii stwarza to duże trudności, bo przecież nie chodzi o to, by terapeuta zastąpił pacjentowi rodziców i mówił mu, jak ma patrzeć, czuć czy interpretować. W terapii pacjent musi odzyskać zaufanie do samego siebie, nauczyć się odczytywać to, co widzi i czuje, oraz nadawać adekwatne znaczenia temu, co się wokół dzieje. Musi tym samym złamać zasady panujące w rodzinie pochodzenia.



Lojalność wobec rodziny

Opowiadając o swoich bliskich, DDA często mają poczucie, że ich zdradzają, działają wbrew niepisanej zasadzie, że „o tych sprawach nie mówi się obcym”. Myślą nawet, że łamią przykazanie „szanuj ojca i matkę”, i spotka je za to kara.

Warto pamiętać, że celem rozmów z terapeutą jest zmiana osobista, a nie oskarżanie kogoś czy znalezienie winnych. Terapeuta czy grupa nie ma prawa wypowiadać się negatywnie o niczyich bliskich, gdyż zna ich jedynie z subiektywnych opowieści pacjentów. Terapia nie służy zerwaniu więzi z rodzicami, lecz ich poprawie (na ile to możliwe).

O tym, jaka to ma być relacja, decyduje pacjent. Terapeuta może w niektórych przypadkach – zwłaszcza w początkowej fazie terapii – zalecać czasowe ograniczenie kontaktów z rodzicami. Zalecenie to wynika z faktu, że kiedy pacjenci odkrywają prawdę o swoim dzieciństwie, często budzi to bardzo silne emocje, trudne do powstrzymania w bezpośrednim kontakcie z rodzinami.

 W późniejszej fazie terapii pacjenci uczą się oddzielać swoje dziecięce potrzeby, nie do zaspokojenia w teraźniejszych relacjach rodzinnych, od potrzeb dorosłych dzieci kierowanych do już starszych rodziców. Uczą się korzystać z tego, co rodzice mogą im dać aktualnie, i nie frustrować się tym, że czegoś nie są w stanie zaspokoić.

W efekcie terapii rodzinne relacje DDA mogą ulec poprawie, ale jest to związane z wyjściem z roli dziecka zależnego w swoich potrzebach od rodziców i przejściem do roli dorosłego dziecka, które dba o swoje potrzeby, nie oczekując tego od rodziców.



Ambiwalencje wobec innych

Poczucie opuszczenia, skrzywdzenia czy wykorzystania kładzie się cieniem na stosunek DDA do ludzi. W kontaktach, zwłaszcza gdy relacje stają się bliższe, są ostrożne, trudno im zaufać drugiej osobie, mają opory przed mówieniem o swoich problemach. Wolą przyjąć rolę obserwatorów lub zaopiekować się kimś niż pokazać swoje prawdziwe wnętrze.

Ten brak zaufania do innych bardzo utrudnia przyglądanie się własnym problemom, mówienie o tym, co trudne, odkrywanie głęboko skrywanych tajemnic. Trudno się temu dziwić, gdyż zranienia, jakie noszą w sobie DDA, powstały w relacjach z najbliższymi osobami.
Pierwszym etapem terapii takich osób jest odbudowywanie zaufania do ludzi.

W terapii indywidualnej oznacza to, że terapeuta ze szczególną uwagą stara się zbudować dobrą relację terapeutyczną, w której pacjent poczuje, że może zaufać terapeucie i otworzyć się przed nim. Podobnie w terapii grupowej – we wstępnym etapie pracy grupowej terapeuta dba, by poprzez dobór grupy oraz wzajemne poznawanie się, uczestnicy nabrali zaufania i nauczyli się mówić o sobie bezpośrednio i otwarcie.

Służy temu strukturalizacja zajęć, specjalnie dobrane ćwiczenia i tematyka spotkań. Większość DDA nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo to, że zawiedli się na swoich bliskich jako dzieci, wpływa na ich stosunek do nowo poznanych osób.

Terapia sprawia, że zaczynają dostrzegać swoje obronne nastawienia i starają się nie patrzeć na innych z perspektywy kontaktów w swoich rodzinach. W grupie mogą spróbować bardziej świadomie budować relacje oparte na zaufaniu i otwartości.



Lęk przed poznaniem siebie

Kiedy czujemy się bezpiecznie w relacjach z innymi, szybko ujawniają się nasze głęboko skrywane pragnienia, oczekiwania i niezaspokojone potrzeby. Wiele DDA najbardziej boi się nie innych, ale siebie – tego, co w nich się pojawi, gdy poczują się bezpiecznie po otwarciu się przed innymi.

Negatywne myślenie o sobie i autokrytyczna postawa podsuwają im straszne wizje siebie jako kogoś nie do przyjęcia dla innych. DDA często boją się, że nie zostaną zaakceptowane, że nikt ich nie polubi albo że prawdą okaże się to, co słyszeli w domu: „nikt z tobą nie wytrzyma”, „nikt cię nie polubi”.

Terapeuci mają świadomość, że każdy człowiek ma jakieś braki, wady, ale i mocne strony, zasoby. DDA zwykle są nadmiernie świadome swoich deficytów, a w ograniczony sposób uświadamiają sobie własne zalety i talenty. Ważnym celem terapii jest zatem rozpoznanie swoich mocnych stron i nauczenie się, jak je wykorzystywać.

Kiedy DDA zaczynają to dostrzegać, wchodzą na ścieżkę rozwoju osobistego, który trwa także po zakończeniu terapii. Dzięki temu nabierają pewności siebie i poczucia własnej wartości.

Lęki przed grupą


Często pacjenci zgłaszający się na terapię DDA zastrzegają, że wolą terapię indywidualną, gdyż grupa budzi w nich negatywne skojarzenia. Warto o tym wprost porozmawiać z terapeutą. Niekiedy rzeczywiście terapia indywidualna jest bardziej dla kogoś wskazana, choć z mojego doświadczenia wynika, że terapia grupowa DDA może być szybsza i efektywniejsza.

Nie dziwi mnie, że skoro wiele trudnych wspomnień wiąże się z rodziną, w której pacjent się wychowywał (tzw. grupą pierwotną), to niechętnie wchodzi w nowe grupy.

DDA często unikają grupowych spotkań, zwłaszcza tych nieformalnych, nieobowiązkowych. W grupach łatwiej ożywają w nich wspomnienia i emocje, jakich doświadczali w domowych relacjach, bezwiednie także mogą wchodzić w role, jakie odgrywali w swoich rodzinach, a to źle wpływa na ich samopoczucie i oddziela ich od innych.

Udział w grupie wymaga także pewnych minimalnych umiejętności społecznych, którymi większość z nas dysponuje już w wieku 7 lat, kiedy zaczynamy edukację w grupie szkolnej. Niektórzy jednak mają tak duże kłopoty z odnalezieniem się w grupie, że zanim zostaną zakwalifikowani do niej, muszą nieco rozwinąć swoje kompetencje społeczne.

W niektórych ośrodkach terapeutycznych wejście w grupę poprzedza udział w treningu umiejętności interpersonalnych. Zwykle jednak zajęcia treningowe polecane są osobom nimi zainteresowanym lub z deficytami tych umiejętności. Podobną rolę może pełnić trening asertywności czy zajęcia rozwojowo-terapeutyczne.



Dlaczego ja mam się leczyć?!

Niekiedy DDA buntują się: dlaczego ja mam się leczyć, skoro ze mną wszystko w porządku? Niech oni się leczą, niech oni się zmienią, ja poczekam. Z jednej strony mają rację... ale ich bliscy zwykle nie chcą żadnej zmiany. Gdy DDA trafia na terapię, jego rodzice przeważnie są już na emeryturze.

Ich życie bardzo się zmieniło od czasu, gdy byli w pełni sił, mieli na głowie dzieci, pijącego partnera i mnóstwo spraw. Po latach życie zwykle jest lżejsze, partner odszedł lub przestał pić tak destrukcyjnie, a jeśli nawet pije nadal, to w domu nie ma już małych dzieci, ubyło obowiązków. Mało tego, rodzice często mają oparcie w swoich dorosłych dzieciach, więc nie myślą o zmianie.

Zmiana potrzebna jest dorosłym dzieciom, bo one chcą przestać żyć przeszłością, przeżywać ciągle te same stany, wikłać się w destrukcyjne związki. Dlatego DDA zgłaszają się na terapię i – mimo wątpliwości – zaczynają pracować nad sobą i swoimi problemami. Jeśli tych wątpliwości jest sporo, to warto wraz z terapeutą zrobić bilans zysków i strat związanych z podjęciem terapii bądź
z utrzymaniem dotychczasowego status quo... 

Marzenna Kucińska

Autorka jest psychologiem, psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej, trenerem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Pracuje w Ośrodku Terapii Poznawczej COGITO w Warszawie.