×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62

Fragmenty

Rozdział 1.
Przerwanie milczenia

Wielu dorosłych wychowywanych przez rodzica uzależnionego od alkoholu albo innych narkotyków, ma za sobą przeżycie nazwane przez nas „przerwaniem milczenia” – to moment, w którym prawda po raz pierwszy wychodzi na jaw. Milczenie panowało w wielu sprawach. Można rozpoznać różne typy zmowy milczenia w rodzinie.

Z jakiegoś powodu – wstydu, lęku czy zaprzeczania – wasze rodziny mogą przez całe lata nie powiedzieć niczego ważnego o nadużywaniu alkoholu/innych narkotyków. Pomimo oczywistej obecności alkoholika w rodzinie, ten temat jest unikany, tak jak w bajce „Nowe szaty cesarza”. Rozmowy są powierzchowne, przez dekady nie porusza się żadnego ważnego tematu. Może to powodować tak głębokie podziały w rodzinie, że ostatecznie ulega ona rozpadowi. Jej członkowie mogą nie odzywać się do siebie przez bardzo długi czas. Czasami milczenie staje się tak przygniatające, że wszystkim przysłania prawdę. Doprowadza do sytuacji, w której każdy członek rodziny stara się unikać cierpienia związanego z próbami nawiązania komunikacji i w efekcie nikt nikogo nie słucha.

Być może pochodzicie z rodzin, w których przyjętym sposobem odnoszenia się do uzależnionego rodzica są wieczne narzekania na niego. Krewni często potwierdzają problemy alkoholika, ale milczą na temat własnych uczuć. Nie rozmawia się o cierpieniu i pustce, odczuwanych przez członków rodziny. Nie rozmawia się też o nieprzewidywalnych lub bolesnych sposobach działania reszty rodziny, ponieważ całą winę zrzuca się na uzależnionego.

Niestety, rodzinne milczenie jest oszustwem; zaprzecza najważniejszym emocjom, kryjącym się pod powierzchnią życia rodzinnego – takim jak ból, osamotnienie i gniew. Ponieważ oszustwo jest najbardziej skuteczne wtedy, gdy zawiera w sobie oszukiwanie samego siebie, najlepszym sposobem skrywania własnych uczuć staje się zaprzeczanie przed samym sobą ich istnieniu. Kiedy tak postąpimy, uczucia zdają się być mniej ważne. Osłabieniu ulega ich intensywność. Tlą się jednak, żywcem pogrzebane, aż wreszcie kiedyś w przyszłości niespodziewanie znowu się ujawnią.

Zaprzeczanie jest normalną, nawet potrzebną psychologiczną obroną, którą zdrowi ludzie stosują każdego dnia. Gdy jesteśmy głodni, natychmiast stajemy się szczególnie wrażliwi na zapachy jedzenia, ale gdy jakieś wydarzenia są stale obecne w naszym życiu, przestajemy być na nie wrażliwi. Przypomina to przyzwyczajenie się do obrączki, która początkowo gniotła w palec.

Zaprzeczanie sprawdza się także wtedy, gdy życie zadaje nam ciosy, na które nie potrafimy zareagować od razu. Kiedy czujemy się zagrożeni nadmiarem uczuć, zaprzeczanie pozwala nam na czasowe odsunięcie większości naszych reakcji. Potem powoli możemy brać po niewielkim fragmencie naszych przeżyć, przeżuwać je, połykać i trawić, a potem spróbować z kolejną częścią. Ten proces umożliwia nam stopniowe odnajdywanie sensu w stresujących życiowych zdarzeniach i radzenie sobie z nimi.

Jesteśmy w kłopocie, jeśli nie potrafimy wykorzystać zaprzeczania do znieczulenia siebie na powtarzające się zdarzenia albo dodania sobie czasu na reakcję na traumatyczne sytuacje. Niestety, zaprzeczanie może być też wykorzystywane do zmagań z ciągłym napięciem i cierpieniem, doświadczanym przez członków rodzin alkoholowych. Zaprzeczanie nie jest niczym złym; problem powstaje, gdy zaczniemy oszukiwać siebie – gdy przestaniemy być świadomi, że wciąż zaprzeczamy. Dzieje się tak, gdy do tego stopnia tracimy kontakt z naszymi bezpośrednimi doświadczeniami, że przestajemy być wrażliwi nawet na codzienne zdarzenia. I wtedy, gdy mylnie uznajemy zdolność do trzymania traumatycznych wydarzeń z dala od nas za dowód na ich niewielkie znaczenie – albo na to, że w ogóle do nich nie doszło.

Alkoholizm często jest nazywany „chorobą zaprzeczania”, ponieważ pijący zaprzeczają cierpieniu, jakie ich uzależnienie sprawia im samym i innym. Z czasem zaprzeczanie przenika do ich rodzin, bowiem wszyscy zaczynają się dostosowywać do alkoholizmu po to, aby zachować jedność rodziny. Zaprzeczanie na wiele sposobów odgrywa centralną rolę w życiu ludzi, którzy tkwią w szkodliwym związku z kimś uzależnionym od alkoholu albo innych narkotyków. Jeśli niechętnie rozmawiacie o alkoholizmie swoich rodziców albo nie pozwalacie sobie na emocjonalne reakcje na ich picie – może to oznaczać, że wciąż nie potraficie wydobyć się zza zasłony milczenia, jaką rodzina siebie okryła.

Oto cztery typowe poziomy zaprzeczania, jakie można dostrzec u DDA:
  1. 1. Zaprzeczanie podstawowemu faktowi, że rodzic jest alkoholikiem.
  2. 2. Przyznanie, że rodzic jest alkoholikiem, ale równoczesne zaprzeczanie, że uzależnienie ma jakikolwiek wpływ na resztę rodziny.
  3. 3. Przyznanie, że rodzic jest alkoholikiem i że jego uzależnienie ma wpływ na rodzinę, przy równoczesnym przekonaniu, że przed oddziaływaniem alkoholizmu można się uchronić dzięki sile woli.
  4. 4. Potencjalne problemy związane z własnym alkoholizmem lub uzależnieniem od innych narkotyków.

Choć nadmierne zaprzeczanie zaczyna samo stwarzać problemy, to tym problemom także można zaprzeczać. Przypomina to sytuację, w której dłużnik zaciąga dług na karcie kredytowej po to, żeby spłacić hipotekę, a potem bierze kredyt na spłatę długu na karcie kredytowej. Z pozoru wszystko wygląda normalnie. Ale pod tą powierzchnią robi się coraz głębsza dziura. Zaprzeczanie staje się zakrywającą tę dziurę zapadnią, na której stoimy. Dopóki jest zamknięta, wydaje się, że nie ma żadnego zagrożenia. Gdy jednak zacznie się otwierać, zagraża nam upadek w otchłań. Choć napięcie towarzyszące takiej sytuacji może wydawać się nie do zniesienia, to dzięki wzmocnieniu zaprzeczania trwamy w nieświadomości tego, jak bardzo owo napięcie oddziałuje na nasze życie.

Przerwanie milczenia oznacza rezygnację z zaprzeczania, które wykorzystywaliśmy, aby siebie chronić. Oznacza spojrzenie na zapadnię i pogodzenie się z lękiem, że w każdej chwili może się otworzyć. Historia Denise pokazuje, jakie przerażenie może towarzyszyć konfrontacji z zaprzeczaniem. Spóźniła się na pierwszy mityng. Od razu oznajmiła: „Nie wiem, co tutaj robię. Nie uważam, żeby mój tata był alkoholikiem”. Gdy zapytałem ją, co dla niej oznacza uczestnictwo w grupie, odparła: „Czuję się, jakbym była z kruchego szkła. Boję się, że mogę się rozlecieć nawet przy najlżejszym dotknięciu... Na prawdę nie uważam, żeby mój tata był alkoholikiem”. Zapytałem, co by to dla niej oznaczało, gdyby się okazało, że ojciec jednak jest alkoholikiem. Denise zalała się łzami. Trzęsąc się od szlochu, wykrztusiła:„Po prostu nie chcę, żeby to była prawda”. Powiedziałem, że rozumiem. Wszyscy rozumiemy. Kiedy zaprzeczanie słabnie, nieuchronnie musimy zmierzyć się z realiami naszego życia.

Sięgnięcie po ten podręcznik, nawet zwrócenie na niego uwagi w księgarni, jest aktem przerwania milczenia. To odważne działanie.

Przez kilka dni, a nawet tygodni poprzedzających pierwszy mityng, większość członków grup „Czas na wyleczenie” bardzo przeżywała decyzję o przystąpieniu do nich. Rozpoczynał się bowiem dla nich marsz w kierunku przerwania milczenia. Niektórzy mają intensywne sny albo kłopoty ze spaniem. Inni odczuwają w ciągu dnia narastający lęk. U jeszcze innych słabnie postanowienie o przystąpieniu do grupy: „Chyba nie jest jeszcze tak źle”; „Może niepotrzebnie wszystko tak rozdmuchałam”; „Może moi rodzice wcale nie są alkoholikami”.

Obaj widzieliśmy DDA, które na początku spotkań wątpiły, czy ich rodzice są alkoholikami, choć już kilka razy byli odtruwani na oddziałach toksykologicznych albo upijali się na weselach swoich dzieci, albo wiele razy byli aresztowani za jazdę po pijanemu. Kiedy ludzie zapominają znaczną część swojej przeszłości, często zaczynają zaprzeczać znaczeniu wydarzeń, które zapamiętali. Kiedy jednak zaczną rozumieć podstępny sposób, w jaki zaprzeczanie przenika do ich życia, ich świat zmieni się na zawsze. Takie są skutki przerwania milczenia.

Przerwanie milczenia narzuconego przez zaprzeczanie oznacza dla każdej osoby co innego. Dla jednych zakończenie zaprzeczania oznacza przerwanie wewnętrznego milczenia, wysłuchanie i potraktowanie siebie poważnie – po raz pierwszy w życiu. Dla drugich zakończenie zaprzeczania oznacza przerwanie zewnętrznego milczenia i głośne mówienie po raz pierwszy – być może do innych członków rodziny – o sprawach dotąd niewypowiedzianych.

Celem uzdrowienia jest nauczenie się otwartego mówienia innym o własnych doświadczeniach. Dzięki temu ponownie czynimy nasze przeżycia realnymi. Zaprzeczanie odbiera życiu realność, bowiem odwraca uwagę od wszystkiego, co powoduje cierpienie. Z czasem wypompowuje z życia wszelką witalność. Przerwanie zaprzeczania wyzwala głos prawdy i ożywia przeżycia, podobnie jak czysty dźwięk dzwonu może pobudzić zmysły.

Przerwanie milczenia często oznacza także doświadczanie poczucia zdrady. Przekonanie, że rodziny alkoholowe muszą same siebie chronić przed prawdą, może tkwić tak głęboko, że nawet chwilowe dopuszczenie do siebie innej myśli odbierane jest jako atak na rodzinę. A ponieważ na przerwanie zaprzeczania przez któregoś z członków wiele rodzin reaguje poczuciem zdrady, zagrożenia i niewdzięcznego traktowania, część z was może uznać to za dobry pretekst do utrzymywania w sekrecie korzystania z tego podręcznika.

Bardzo ważne, aby zrozumieć, że choć nasze uczucia powinny zostać wysłuchane, właściwie nazwane i potraktowane serio, to jednak nie zawsze dostarczają nam właściwych informacji o zewnętrznym świecie. Z pewnością zasługują na szacunek; nigdy nie okłamują w kwestii naszego stosunku do świata. Czasami jednak nie mówią prawdy o nas samych. Możemy odczuwać strach wobec spraw, które tak na prawdę nie stanowią dla nas realnego zagrożenia. Możemy być absolutnie przekonani, że zdradzamy nasze rodziny, zaś one zgodzą się z tym, choć w rzeczywistości to nieprawda. Choć nie zrobiliśmy nic złego, możemy odczuwać wstyd, ponieważ zostaliśmy nauczeni złego rozumienia lojalności albo odziedziczyliśmy wstyd, którego poprzednie pokolenie nie potrafiło pokonać.

Przerwanie milczenia uruchamia cały wachlarz uczuć. Jedni odczuwają strach; drudzy przeżywają wstyd. Jedni doświadczają ulgi; drudzy – głębokiego smutku. Przyjrzyjcie się tym uczuciom. Nie próbujcie ich odrzucać od siebie pod pozorem, że są nieistotne. Nie próbujcie ich minimalizować. Pozwólcie im się ujawnić. One nie są tutaj bez przyczyny. Nie są tutaj z powodu waszej rzekomej nadwrażliwości. Jeśli nawet sprawiają wrażenie wyolbrzymionych w stosunku do wydarzeń, które je wywołały, to jednak mogą coś powiedzieć o sile przeszłych zdarzeń.

Dopóki nie zrozumiemy w pełni znaczenia tych minionych spraw, powiązane z nimi uczucia zachowają swoją intensywność i będą zatruwać nam życie. Na przykład możemy nie rozumieć lęku dziecka przed niewielkim płomieniem w kominku, aż wreszcie dowiemy się, że nie tak dawno temu jego dom doszczętnie spłonął. To oczywiste, że niewielki ogień w kominku oznacza dla niego coś zupełnie innego niż dla was. Jeśli więc dręczy was strach i poczucie zdrady wobec własnej rodziny, ponieważ próbujecie sprawdzić, czy wasi rodzice są uzależnieni od alkoholu albo innych narkotyków, to popatrzcie na te uczucia jak na dym, który unosi się w powietrzu długo po wybuchu pożaru. Zorientujecie się w końcu, że jeśli zajmiecie się tym dymem bezpośrednio, to możecie go całkiem usunąć z życia.