wtorek, 16 sierpień 2011 11:02

Z naszego forum

Kasia zamieściła wpis na naszym forum. Jest w trudnej sytuacji osobistej. Ojciec alkoholik, z którym mieszka zatruwa jej życie. Ma małe dziecko, z drugim jest w ciąży, mąż pracuje zagranicą. Chciałaby się wynieść z domu ale za bardzo nie ma dokąd. Co powinna w tej sytuacji zrobić? Czy jest dobre wyjście?

Witam. Jestem gościem na forum ! bardzo proszę o radę! Mam ojca alkoholika. Mam już go dosyć,mało tego,że rani nas tym że pije,to jeszcze ubliża i wyklina. Czasem tak jak dziś ja się nawet nic nie odzywam aby go nie zaczepiać, to on sam za to że nie tak spojrzę czy cokolwiek innego zaczyna mni wyklinać.Nie dość,że i tak jestem już poraniona- pełna cech dda,to jeszcze teraz cierpią na tym moje dzieci. Moja sytuacja wygląda tak,że mieszkam u rodziców w jednym pokoju.Mama jest ok,ale stary mnie już wykańcza.

Mam jedno maleńkie dziecko-niecały rok,drugie jest w drodze-jeszcze w brzuszku. Mąż wyjechał za granicę,bo nie mamy szans na własne mieszkanie,albo kredyt 20 lat albo wyjazdy za granicę.Tu gdzie teraz mieszkamy nie możemy mieszkać. I teraz zostałam sama,mąż przez około 3 lata będzie siedział za granicą,co trzy miesiące będzie w domu tylko na dwa tyg.Nie mogę do niego pojechać-nie ma takiej możliwości-nie wyrobiłby na koszta wynajmu mieszkania i życia tam z rodziną(opłaty są drogie),nie mogę pójść na stancję,miałam na początku zagrożoną ciążę,boję się że coś się stanie.

Od początku ciąży żyję w ciągłym stresie i lęku,że stary albo będzie trzaskał drzwiami i przestraszy moje dzieciątko,albo będzie wyklinał albo mi się na dziecko wywali Nie da się z nim normalnie żyć,rozmawiać.Staram się tłumaczyć sobie,że nie mogę się nim denerwować, że nie warto, ale nie potrafię opanować emocji. Nie wiem co robić,czy jak urodzę, jak to maleństwo będzie miało za dwa miesiące pójść na stancję. Czy poradzę sobie sama z takim niemowlakiem i półtorarocznym dzieckiem? Jestem sprytną dziewczyną, ale czy dam radę...

Boję się też tego,że jak zostanę tutaj to po pierwsze nie upilnuję tego starszego dziecka, bo będę zajęta tym młodszym i kiedyś podleci dziadziusiowi pod nogi a ten się na nie wywali. Boję się też że w końcu zwariuję, a swoje nerwy będę wyładowywać na dzieciach. Nie chcę aby moje dzieci patrzyły na awantury, jak mama płacze! A jest tak już teraz. Już teraz, gdy jestem zdenerwowana wyżywam się na dziecku -nie biję, nie krzyczę, ale cała się trzęsę z nerwów i nie mam cierpliwości nawet uspać dziecko.

A ono to wszystko czuje i widzi i rozumie,choć jeszcze nie mówi. A z drugiej strony to ciągłe poczucie winy, że to ja jestem zła, nerwowa, że się z byle powodu unoszę złością i krzykiem, bo tata jest chory, on biedny nie chce pić a te sytuacje-konflikty z nim związane to wszystko przeze mnie. Albo że jak się wyprowadzę na stancję to ojciec powie mi: idź w pizdu (sory za wyrażenie) i że całą winą obarczy mnie, że jak ci się nie podoba to wynocha! I że się nikt do mnie nie odezwie z rodziny bo "tak jej było u nas zle że poszła na stancję".

Takie jest moje myślenie. Proszę porozmawiajcie ze mną, bo nawet nie mam komu o tym powiedzieć. Mężowi mówię o wszystkim, jesteśmy wspaniałym małżeństwem, dlatego o wiele trudniej było nam się rozstać. Ale nie chcę go już tymi wszystkimi sytuacjami męczyć,bo on to strasznie przeżywa, że jest tak daleko i nie może być przy mnie i stanąć w mojej obronie.

KASIA