×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62

Wstęp

Wstęp: Huck i ja

Huckleberry Finn fascynował mnie od chwili, gdy poznałem go dzięki książkom Marka Twaina. Z pozoru moje życie dosyć wyraźnie różniło się od jego losów. Huck żył w prymitywnej Ameryce przed wojną secesyjną, w czasach awantur i oszustw. Ja uczęszczałem w lat 50. do szkoły średniej w Ohio, pilnie się uczyłem i nigdy nawet nie spotkałem przestępcy.

Huck wziął wszystko w swoje ręce i wypłynął tratwą na dziką rzekę Mississippi. Ja czasami jeździłem na rowerze do szkoły. Matka Hucka nie żyła, a ojciec bił go bez litości. Jako trzynastolatek przeżyłem rozwód moich rodziców, ale zawsze  miałem dach nad głową.

Na pierwszy rzut oka dorastaliśmy w różnych światach. Dlaczego więc zawsze reagowałem na niego, jakby był moim bratem bliźniakiem? Gdy jako dorosły ponownie przeczytałem książkę Twaina, zrozumiałem ten związek. Moja fascynacja Huckiem i poczucie pokrewieństwa wreszcie nabrały sensu: obaj byliśmy dziećmi ojców alkoholików.

Przygody Hucka nie pozostawiają wątpliwości co do alkoholizmu pana Finna: „Jak tylko dostał pieniądze, zaraz się upijał, a jak się upijał, zaraz wyprawiał hece w miasteczku, a jak wyprawiał hece, zaraz go pakowali do kozy”*. Pił tak dużo, że miał twarz zupełnie pozbawioną koloru – „nie taką bladą, jak u innych ludzi, tylko białą; taką białą, że mdło się robiło na jej widok, że od samego patrzenia cierpła na człowieku skóra – białą jak brzuch ryby”.

Za każdym razem pił dotąd, aż miał halucynacje i całkowicie tracił pamięć. W pewnym przerażającym epizodzie Huck jest świadkiem, jak ojciec krzyczy ze strachu, bowiem „widzi” węże, pełznące mu po nogach i gryzące go w policzek. Nieco później tej samej nocy – jak relacjonuje Huck – „gonił mnie po całej izbie z myśliwskim nożem w ręku; nazywał mnie aniołem śmierci i wołał, że mnie zabije i że wtedy więcej po niego nie przyjdę”.

Ojciec Hucka był brutalnym człowiekiem, który bił syna tak mocno, że jego ciało pokrywało się siniakami. Był zgorzkniałym mężczyzną, który obwiniał wszystkich dookoła za swoje niepowodzenia. Był osobnikiem złośliwym i mściwym, który miał Huckowi za złe „szkolne nauki”: przysięgał, że da synowi nauczkę za bujanie w obłokach, i zniszczył nagrodę, jaką chłopiec otrzymał w szkole. Był publicznie skompromitowanym, znanym w mieście pijakiem.

Gdy nowy sędzia naiwnie zabrał pana Finna do swojego domu, żeby go resocjalizować, ten natychmiast ukradł pieniądze na alkohol, sturlał się z dachu werandy, złamał rękę w dwóch miejscach i niemal zamarzł na śmierć, zanim wzeszło słońce. Dzisiaj potraktowalibyśmy pana Finna jako bardzo chorego człowieka. Alkoholizm zrujnował mu życie i doprowadził do przedwczesnej śmierci.

W pijackim widzeniu świata pan Finn uważał Hucka za swoją osobistą własność. Zmuszał syna do zarabiania pieniędzy na alkohol (chłopiec oddawał mu wszystkie, żeby uniknąć bicia). Za każdym razem, gdy Huck próbował być niezależny, ojciec traktował go dosłownie jak zakładnika.

Czasami przez całe dnie miał chłopca na oku; kiedy indziej po prostu odchodził, zostawiając syna zamkniętego w ich stojącej na odludziu chacie. Jedynym powodem istnienia Hucka było ułatwianie życia ojcu. Gdy wdowa, która opiekowała się chłopcem podczas trwającej rok nieobecności rodzica, poprosiła o areszt zapobiegawczy dla pana Finna, kiedy ten nagle powrócił, sąd odmówił. Sędzia oznajmił, że nie będzie rozdzielał rodziny, jeśli nie musi.

Huckleberry Finn był dzieckiem alkoholika (DA) i to doświadczenie głęboko wpłynęło na jego życie. Jego brawura ukrywała strach. Za radosnym entuzjazmem chował się chłopiec, który na tyle dobrze poznał depresję i samotność, że czasami pragnął śmierci. Cierpiał z powodu poczucia winy, niewspółmiernego do wszystkich jego grzechów, i czuł się odpowiedzialny za niepowodzenia innych. Za każdym razem, gdy nie działo się nic dramatycznego, Huck odczuwał znudzenie i zaczynał tęsknić za jakąkolwiek zmianą.

Fantazje tak zdominowały jego życie, że mówienie prawdy uważał za coś dziwnego. Życiowa strategia Hucka polegała na ucieczce, na trzymaniu się z daleka od sporów i na unikaniu za wszelką cenę głębszego zaangażowania w jakiekolwiek związki czy sprawy. Przy tym ciągle zmagał się z własnym poczuciem niskiej wartości.

W każdym dziecku alkoholika jest wiele z Huckleberry Finna. Można odczuwać z nim więź, nie bardzo zdając sobie sprawę z przyczyn takich doznań. Jego doświadczenia są lustrem, w którym DA może ujrzeć swoje własne głębokie poczucie bycia outsiderem, niezmordowane dążenie do przetrwania. Dostrzega wreszcie siebie w biegu, próbującego uciec od przeszłości, której i tak nie może zostawić za sobą wystarczająco daleko.

W zasadzie skutki bycia wychowywanym przez rodzica alkoholika nie zmieniły się zbytnio przez ostatnie sto lat. Na początku powieści Huck popadł w rozterkę, miotając się między dwiema sytuacjami nie do pogodzenia. Za każdym razem, gdy spędzał czas z wdową, pełniącą rolę jego strażniczki, życie stawało się nudne.

Uczęszczał do szkoły, uczył się religii, codziennie brał kąpiel, musiał też przestać przeklinać i palić fajkę. Bez dramatu przetrwania pijackich szaleństw ojca i przygód związanych z zapewnieniem sobie jedzenia w okresach, kiedy rodzic znikał na wiele dni, życie wydawało się Huckowi puste. Z drugiej strony za każdym razem, gdy Huck uciekał od wdowy, stawał się zakładnikiem ojcowskiej brutalności i niepoczytalności.
Tej okropnej nocy, kiedy ojciec ganiał go po chacie z nożem, Huck zerwał ze ściany strzelbę i postanowił trzymać rodzica na muszce, aż ten wytrzeźwieje. Ostatecznie zmorzył chłopca sen. Następnego ranka obudził go ojciec, który kompletnie nie pamiętał wydarzeń minionej nocy i domagał się wyjaśnień, dlaczego Huck śpi rozkraczony w drzwiach ze strzelbą opartą na kolanach.

Chłopak błyskawicznie ocenił, że powiedzenie prawdy nie jest dobrym pomysłem. „Ktoś majstrował przy drzwiach, więc się na niego zaczaiłem”, zmyślił na poczekaniu. Dzisiaj taka kreatywność, pobudzana instynktem przetrwania, nazywana jest „instynktem ulicy”. W połowie XIX wieku zwano ją „instynktem rzeki”.

Huck wyczuł, że ojciec kompletnie nie pamięta, co się wydarzyło w nocy (takie epizody określa się mianem „utraty pamięci spowodowanej przez alkohol” albo „czarnej dziury”). Skorzystał zatem z możliwości stworzenia innej wersji rzeczywistości, jego zdaniem bezpieczniejszej od prawdy.

Większość ludzi, którzy żyją z wymykającym się wszelkiej kontroli alkoholikiem, wie, jak nie powodować niepotrzebnego zamieszania. Rzeczywistością staje się to, co alkoholik jest skłonny zaakceptować jako rzeczywistość. Reakcja Hucka na świat, który pozostaje poza jego kontrolą i mało o niego dba, symbolizuje reakcje charakterystyczne dla większości DA.

Huck upozorował własną śmierć, aby móc uciec z domu i uwolnić się od ojca. Gdy rodzic gdzieś przepadł, chłopak przez dziurę wyciętą piłą w podłodze wyniósł z domu cały prowiant, a następnie rozbił drzwi chaty siekierą. Potem zastrzelił dziką świnię, zaś jej krew rozsmarował na narzucie i siekierze.

Wyrwał sobie kilka włosów, przylepił je do ostrza topora i rzucił go w kąt jako dowód morderstwa. Zawlókł martwą świnię na brzeg rzeki, zostawiając wyraźny krwawy ślad, aby wszyscy uznali, że jego ciało zostało wrzucone do wody. Potem ruszył w dół Missisipi na poszukiwanie nowych przygód.

Wyprawa Hucka to metafora podróży, rozpoczynanej przez dzieci alkoholików, gdy próbują opuścić dom i żyć swoim własnym życiem. Do takiej decyzji motywuje je przede wszystkim marzenie o ucieczce, ale zbyt często ceną jest współpraca z własną śmiercią – emocjonalną, duchową, a nawet fizyczną.

Życiowe kredo Hucka wyraża się w jego myśleniu o tym, jak powinna przebiegać wyprawa tratwą, by zakończyła się sukcesem. Czuł, że nie może być konfliktów; jego sposobem na radzenie sobie z negatywnymi uczuciami było milczenie, dbanie o to, żeby się z niczym nie zdradzić, duszenie spraw w sobie: „tak jest lepiej, bo człowiek unika niepotrzebnych kłótni i rozmaitych innych nieprzyjemności”. Mówi nam: „Od mojego taty nauczyłem się, że najlepszym sposobem na dawanie sobie rady z ludźmi takiego rodzaju, jak on, jest pozwolić im żyć na ich sposób”.
Gdy na jego tratwę wsiadają dwaj oszuści, Huck wie, że „to nie żadni tam królowie czy książęta, tylko zwykli wydrwigrosze i szachraje...” Gdy jednak chcieli, aby Huck nazywał ich królami i książętami, chłopak nie miał żadnych obiekcji, „byleby utrzymać zgodę w rodzinie”.

Jako dziecko alkoholika Huck rozumiał, że najlepszym sposobem na ukrycie się jest pozwolić innym ludziom, aby widzieli w nim, kogo tylko chcieli. Nauczył się zachowywać jak kameleon za każdym razem, gdy miał do czynienia z siłami, których nie był w stanie kontrolować. W każdej sytuacji potrafił przyjmować cechy otoczenia lub tak się zmieniać, aby otrzymywać to, czego potrzebował. W trakcie podróży zaprzyjaźnił się z całą galerią różnych typów – od arystokratów z Południa po oszustów.

W pewnym momencie ciotka Tomka Sawyera, Sally, pomyliła go z samym Tomkiem, który lada moment miał przyjechać na letnie wakacje. Huck, potrzebujący porządnego posiłku, perfekcyjne odegrał swoją rolę, choć nawet nie wiedział, za kogo uważa go starsza pani. Gdy ciotka przedstawia Hucka „kuzynom” jako Tomka Sawyera, chłopak doznaje olśnienia: „czułem się tak, jakbym się po raz drugi narodził. Taki byłem szczęśliwy, kiedy usłyszałem, kim jestem”. Od tej chwili po prostu jest Tomkiem Sawyerem.

Dzieci alkoholików często ujawniają naturę kameleona. Choć ta cecha charakteru zazwyczaj jest pożyteczna, to jednak może także stać się nawykiem, który zamienia się w więzienie  – tkwiąca w nim prawdziwa tożsamość DA nigdy nie ma szansy na całkowite uwolnienie.

Huck przez całe swoje życie należał do społecznie najsłabszych, więc obdarzał sympatią wszystkich do siebie podobnych. Zaprzyjaźnił się ze zbiegłym niewolnikiem i bez zastanowienia podjął ryzyko, aby go uwolnić.

W innej sytuacji naraził się na wielkie niebezpieczeństwo, gdy udaremnił niecny plan pozbawienia spadku trzech niedawno osieroconych dziewczynek, sprytnie doprowadzając kanciarzy do wzajemnych oskarżeń. Serce Hucka miękło za każdym razem, gdy widział kogoś, kogo opuściło szczęście. Z własnego doświadczenia wiedział, jak łatwo może się to stać.

Życzliwość Hucka wynika także do pewnego stopnia z wyolbrzymionego poczucia winy, tak charakterystycznego dla wielu dorosłych dzieci alkoholików (DDA). Towarzyszyło mu ono nawet wtedy, gdy wiedział, że w żaden sposób nie przyczynił się do nieszczęścia: „Zawsze tak bywa; człowiek robi coś podłego, a potem nie chce ponosić skutków.

Wydaje mu się, że dopóki nikt o jego postępku nie wie, nie ma w tym żadnego wstydu”. Gdy Huck znalazł się pomiędzy dwiema zwaśnionymi rodzinami i widział, jak jeden z chłopców został zastrzelony, uznał, że nie powinien już zbliżać się do domu zabitego: „bo miałem takie uczucie, jakbym to ja zawinił”.

Pod koniec książki Huck dowiedział się, że ojciec nie żyje. Nie miał już żadnego powodu, aby dalej uciekać i mógł bezpiecznie wrócić do Hannibal. To, co się dzieje w ostatnich akapitach powieści, wiele mówi nam o Huckleberrym Finnie. Ucieczka stała się jego sposobem na życie.

Choć mógł zacząć w miarę normalne życie i zgodzić się na adopcję przez ciotkę Tomka Sawyera, to jednak postanowił wyruszyć w poszukiwaniu nowej przygody do kraju Indian (prawdopodobnie chodzi o Oklahomę), ponieważ – jak oznajmił – słyszał o nim coś nadzwyczajnego.

Choć taka postawa rozgrzewa serce i czytelnik ściska kciuki za Hucka, aby na zawsze pozostał chłopcem poszukującym nowych doznań, to jednak pokazuje ona po raz kolejny, w jak znacznym stopniu został uformowany przez dorastanie w domu alkoholika. W sercu Hucka nie tylko jasno płonęło pragnienie wolności; także strach popychał go do traktowania ucieczki jako sposobu życia.
Pod koniec książki wszystkie strategie Hucka okazują się skuteczne, ale on sam wciąż pozostaje dzieckiem. To niemożliwe, aby przyjęty przez niego styl radzenia sobie z życiowymi problemami stał się solidnym fundamentem pełnego, bogatego i satysfakcjonującego dorosłego życia albo trwałych intymnych związków.

Dla Hucka, podobnie jak dla milionów DA, ucieczka stała się celem, więc musiał wciąż uciekać, żeby czuć się bezpiecznie. Jednak, jak wiele DDA, w pewnym momencie nie będzie miał siły biec dalej i stanie w obliczu tego, od czego przez te wszystkie lata starał się uciec. Odkryje, że choć rozpoczął od ucieczki od ojca, to skończył uciekając od samego siebie. Żyć tak, aby przetrwać, to jedna z bardziej znaczących cech charakterystycznych DDA.

Dwa ostatnie akapity powieści pokazują także, jak bardzo Huck trzyma na dystans niektóre swoje emocje. Na wieść o śmierci ojca nie okazał absolutnie żadnych uczuć. Czy rzeczywiście nic już do niego nie czuł? Bardziej prawdopodobne, że nie rozumiał tego, co odczuwa. Pozostaje zastanawiać się, jak wiele lat minie, nim Huck pozwoli sobie na jakąś reakcję po stracie ojca.

W interesującym odstępstwie od powieści Twaina, filmie „Huckleberry Finn” wyprodukowanym przez koncern Public Broadcasting System, główny bohater dowiaduje się o śmierci ojca znacznie wcześniej niż jego literacki pierwowzór. W filmie Huck natychmiast zaprzecza, aby ojciec kiedykolwiek źle go potraktował.

Dochodzi także do wniosku, że być może jest w jakiś sposób odpowiedzialny za śmierć rodzica. Choć tych reakcji nie znajdziemy w oryginale, to jednak pokazują one dokładnie, jak może reagować dziecko alkoholika.

Być może Huck kiedyś wyleczy rany zadane ojcowską ręką, jednak stanie się to wyłącznie dzięki nieugiętej szczerości. W trakcie głębokiego kryzysu duchowego chłopiec został poddany konfrontacji ze swoją skłonnością do ukrywania złych postępków po to, aby uciec przed ich konsekwencjami.

Próbował sam siebie usprawiedliwiać twierdząc, że został wychowany do tego, żeby być słabym; zorientował się jednak, że może pójść do kościoła i poprawić to. Klęknął do modlitwy, jednak do głowy nie przychodziły mu żadne słowa. To właśnie wtedy uświadomił sobie swoją najgłębszą skazę.

Prowadził podwójną grę, próbował się modlić o coś, co – jak czuł w głębi duszy – było kłamstwem. Huck odkrył, że „nie można kłamać w modlitwie”. Był gotów dostrzec własne zaprzeczanie (będzie o tym szerzej w rozdziale 2), co daje nadzieję, że ostatecznie kiedyś przestanie uciekać.

Jeśli Huck nie znalazł sposobu na zatrzymanie się, to zapewne dlatego, że współpracował ze swoją śmiercią. Skomplikowane upozorowanie morderstwa symbolizuje sposób, w jaki DA często uzyskują częściową wolność – poprzez zaakceptowanie swojego nic-nie-znaczenia.

Tkwiąc w ukryciu, pomniejszając swoją prawdziwą wartość, wycofując się z otaczającej je rzeczywistości, DA zyskują poczucie pewnej kontroli nad swoim życiem, które w innym wypadku zostanie przejęte przez innych i wtrącone w chaos.

Mark Twain nie pozostawia nam nawet najmniejszej wskazówki, jak potoczyły się dalsze losy Huckleberry Finna. Lubię sobie wyobrażać, że podróżuje z trupą Bufallo Billa albo zarażony gorączką złota wyrusza do Jukonu.

Dręczą mnie także koszmary, w których pijany i pozbawiony środków do życia Huck leży w jakiejś bocznej uliczce miasteczka Hannibal w stanie Missouri, ciągle samotny, aż do końca kompulsywnie poszukujący nowych przeżyć. „Wolałbym ukąszenie węża od whisky tatki”, mówi w pewnym momencie Huck. Jednak kto z DA nie wygłosił choć raz w swoim życiu podobnej deklaracji?

Zmagania DA mogą nas wiele nauczyć o uniwersalnych wartościach. Najważniejsza jest lekcja o tym, że zdrowienie rozpoczyna się od szczerości. Huck Finn demonstruje taką szczerość, gdy znajduje w sobie dość uczciwości, aby przyznać, że próbuje modlić się kłamstwem; wie, że jego największą wadą jest prowadzenie podwójnej gry z życiem.

Tę wadę można usunąć tylko dzięki uczynieniu z wewnętrznej dyscypliny – niezbędnej do uzdrowienia – elementu codziennego życia. Czas na wyleczenie przygotowuje do zrozumienia tej dyscypliny, nakreśla ją i wskazuje kierunek, w którym należy pójść.


Timmen Cermak