×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62

Fragmenty

1.
Czas na uzdrowienie:
Obietnica nadziei

Długa i często żmudna była moja podróż do zrozumienia, że więź, którą odczuwam z Huckleberrym Finnem wynika z faktu, iż obaj jesteśmy dziećmi alkoholików. Kiedy byłem dzieckiem, otaczało mnie wielu ludzi, z których każdy mógł pomóc mi to zrozumieć, ale wszyscy zachowywali milczenie.

Żaden z członków rodziny, krewnych czy sąsiadów nie powiedział mi ani słowa o alkoholizmie ojca aż do rozwodu rodziców, który nastąpił kilka lat później.

Takie milczenie nie jest czymś niezwykłym. Zapewne większość DA jest „chroniona” przed prawdą przez przyjaciół i rodzinę – przekonanych, że jeśli będą rozmawiać z dziećmi o alkoholizmie ich bliskich, tylko pogorszą sytuację. Albo są zbyt zażenowani, żeby poruszać tę kwestię.

Albo jeszcze nie uświadomili sobie, że mają do czynienia z alkoholizmem. Powody milczenia są tak liczne i różnorodne, jak ludzie, którzy w nim uczestniczą. Bez względu jednak na powody, takie milczenie nie chroniło mnie. Utrudniło mi natomiast odkrycie jednego z najważniejszych realiów mojego życia: uzależnienia ojca od alkoholu.

Nasz lekarz domowy miał wystarczająco dużo możliwości, aby przerwać milczenie wokół mnie, i równie wiele powodów, aby zrozumieć, że powinienem poznać prawdę. Z pewnością wiedział o alkoholizmie ojca. Moja matka prosiła go o rady, a on jej odpowiadał, że przyczyni się do śmierci ojca, jeśli go opuści.

Rodzice zabrali mnie do tego lekarza, gdy miałem sześć lat i cierpiałem z powodu skurczu jelit, spowodowanego stresem. Lekarz nie zrobił nic, aby pomóc mi zrozumieć napięcie, w jakim przyszło mi żyć. Zamiast tego zalecił, żebym luźniej zapinał pasek spodni.

Nasz pastor nie powiedział nigdy ani słowa o problemach mojej rodziny, choć z powodu panującej w niej sytuacji odwiedzał nas co miesiąc. Żaden z sąsiadów nawet raz nie rozmawiał ze mną o tym, co naprawdę dzieje się w moim domu. Nikt z krewnych, boleśnie świadomych choroby mojego ojca, nigdy nie wspomniał ani słowem na ten temat. Milczenie było całkowite.




Choć wszyscy ci ludzie działali w najlepszej wierze, to żaden z nich nie chciał zrozumieć, że dzieci mają silne uczucia i potrzebują zachęty, aby je wyrazić. Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu zaprzeczali rzeczywistości. Jak pokaże następny rozdział, zaprzeczanie nie zawsze oznacza brak świadomości alkoholizmu.

Czasami oznacza wybór tkwienia w nieświadomości tego, jak bardzo alkoholizm wpływa na poszczególnych członków rodziny. Kiedy indziej oznacza brak woli zrozumienia intensywności uczuć, jakie towarzyszą dzieciom za każdym razem, gdy zagrożone są więzi pomiędzy nimi i rodzicami – a tego zagrożenia nie sposób uniknąć, gdy jeden z rodziców jest alkoholikiem.

Kiedy zdecydowałem się na karierę psychiatry, wiedziałem, że oznacza to początek podróży wstecz, do mojego dzieciństwa. Nigdy jednak nie przypuszczałem, że będzie też oznaczało powrót do bolesnych wspomnień o alkoholizmie ojca ani że ostatecznie doprowadzi mnie do pomagania ludziom, którzy także dorastali w domach alkoholików.

Zaprzeczałem przed samym sobą temu, jak mocno choroba rodzica ukształtowała moją tożsamość. Wydawało mi się, że zdołałem uciec od przeszłości.

Mogłem spędzić resztę życia nie godząc się na fakt, że moją rodzinę dotknęła choroba alkoholowa i na to, w jak znacznym stopniu wpłynęła ona na nas wszystkich. Wielu ludzi tak robi. Nie wiem, czy stałbym się bardziej świadomy znaczenia tych wydarzeń, gdybym był pozostawiony samemu sobie.

Na szczęście nigdy nie jesteśmy zupełnie sami. Niebawem nawiązałem kontakt – na pewno pomogła mi w tym jakaś niewidzialna ręka – z kimś, kto pobudził i rozwinął we mnie nową świadomość.

Podczas praktyk z psychiatrii w Stanford University Medical Center musiałem uczestniczyć w seminarium na temat alkoholizmu, prowadzonym przez dr Stephanie Brown. Przez pięć tygodni kurs nie wzbudzał we mnie szczególnego zainteresowania – uczęszczałem na niego przede wszystkim dla żywego i fachowego sposobu prowadzenia wykładów przez dr Brown.

Nie zdawałem sobie sprawy, jakie znaczenie będzie miało dla mnie to spotkanie. W szóstym tygodniu temat zajęć brzmiał „Dzieci alkoholików”. Podczas wykładu zorientowałem się, że słowa dr Brown coraz mocniej przykuwają moją uwagę. Przepełniło mnie zdumienie, gdy uświadomiłem sobie, że z niesamowitą trafnością opisuje ona moje codzienne dziecięce doświadczenia.




Czułem się tak, jakbym kiedyś śnił sen o całym moim życiu, którego nigdy nikomu nie opowiadałem, a teraz w sali pełnej studentów słuchałem, jak stojąca przed nami kobieta opowiada go z takimi szczegółami, że wracają do mnie dawno zapomniane zdarzenia. Byłem zaszokowany. Nikt, nawet mój terapeuta, z którym spotykałem się od ponad roku, nie nakreślił mojego wewnętrznego poczucia rzeczywistości z taką precyzją, jak uczyniła to Stephanie Brown. 

Efektem tego wykładu były dwie sprawy. Pierwsza: mój obraz samego siebie został poddany gwałtownej rewizji. Dotychczas uważałem, że moje ukryte przekonania o świecie, moje nastawienie wobec życia i moje nierozwiązane, dotyczące przeszłości emocjonalne węzły są czymś wyjątkowym.

Nagle dowiedziałem się, że są to częste reakcje dzieci dorastających w rodzinach alkoholowych na życiowe doświadczenia. Moje zdeformowane spojrzenie było czymś zrozumiałym i nie wynikało z cech charakteru. W rzeczywistości było ono reakcją na stresujące środowisko.

Druga: wiedziałem, że muszę dalej zgłębiać to, co te nowe informacje mogą znaczyć dla mnie osobiście. Moja podróż rozpoczynała się na poważnie.

Ogólny zarys podróży


Cel, który mi przyświecał w trakcie pisania „Czasu na wyleczenie”, to pomoc innym w zrozumieniu siebie i pokazanie im, jak wiele nauczyłem się w trakcie tej podróży. Nauczyłem się, że prawdziwe zdrowie nie rozpoczyna się tylko wtedy, gdy mamy w sobie wolę, aby uczynić przeszłość rzeczywistością.

Oznacza to nie tylko przywoływanie wydarzeń, pogrzebanych w najdalszych zakamarkach umysłu, ale także odtwarzanie towarzyszących im uczuć i przyjmowanie ich w pełnym wymiarze. Wymaga to od nas spojrzenia na rany, jakie rodziny alkoholowe zadają dorastającym dzieciom.




Ważne, że znowu mamy kontakt z dzieckiem, którym byliśmy, że wreszcie umożliwiamy mu uzasadnienie jego uczuć. Tylko oddanie głosu temu dziecku, nawet po wielu latach, może spowodować, że zaczniemy głębiej wierzyć w swoją „normalność”.

Każda podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku. Często jest on najtrudniejszy ze wszystkich, ponieważ postawienie go oznacza równocześnie uznanie konieczności odbycia całej podróży – zanim pojawi się jakakolwiek gwarancja, że warto ją odbyć albo że doprowadzimy ją do końca. Ten akt wiary przeraża nas – wolimy wątpić, czy taka podróż rzeczywiście jest konieczna.

Można sobie powiedzieć: „Mimo wszystko nie jest tak źle w miejscu, w którym teraz jestem”. Czasami taka akceptacja naszego obecnego życia, ze wszystkimi jego wadami, jest znakiem wielkiej dojrzałości.

W innych przypadkach oznacza ślepotę na dręczące nas problemy. Ignorowanie jest w końcu znajomym rozwiązaniem, choć może nie najlepszym.

Tendencja do radzenia sobie z problemami poprzez zaprzeczanie ich istnieniu albo ich wpływom jest tak powszechna wśród alkoholików i ich rodzin, że wymaga osobnej analizy (rozdział 2), zanim podróż w ogóle się rozpocznie.

Dorosłe dzieci alkoholików do perfekcji opanowały niesłuchanie wewnętrznego dziecka, zaprzeczają nawet jego istnieniu. Albo zaprzeczają, że potrzebuje ono wysłuchania. Dopóki nie przestaniecie zaprzeczać, dopóty wasz obecny stan psychologiczny pozostanie bez zmian.




Domy alkoholików nie są normalnymi domami. Kiedy zaprzeczanie osłabnie, zaczniecie bardziej realistycznie patrzeć na to, co znaczyło być dzieckiem w waszej rodzinie. Dzieci alkoholików często narzekają, że nie wiedzą, co to jest „normalność” – nigdy jednak nie miały do czynienia ze zdrowymi modelami ról.

Słyszałem DDA opowiadające, jak w dzieciństwie krążyły po sąsiedztwie i zaglądały przez okna do innych domów, aby podejrzeć zwyczajne życie rodzinne. Dopiero gdy nauczą się, na czym polega normalne funkcjonowanie, będą mogły zobaczyć niszczycielską dynamikę, która rządziła życiem ich rodzin (rozdział 3).

Dorastanie w bardzo stresującym środowisku rodziny alkoholowej powoduje rany, które często są ukrywane. Im później wyjdą na jaw, tym trudniej odnaleźć ich prawdziwe przyczyny.

Alkoholizm rodziców pozostawia ślady bez względu na to, czy jest jawny, czy ukryty. Takie rany powodują, że wiele DDA niezamierzenie obniża jakość swojego życia, ponieważ nie jest w stanie zaufać światu.

Ludzie uczą się na własnych doświadczeniach, a te podpowiadają dzieciom alkoholików, że niemądrze jest zaufać komukolwiek. Świat ich dzieciństwa zmieniał się zbyt często, zbyt gwałtownie, zbyt boleśnie, aby budzić zaufanie.

Wiele osobistych cech DA wynika z ich uwięzienia w nawyku przetrwania. Strategie, które mają pomóc w radzeniu sobie z chaosem i katastrofą, są czymś w rodzaju automatycznego pilota nawet wtedy, gdy już ich nie potrzebujemy.




Koncepcja zespołu stresu pourazowego, zazwyczaj łączona z problemami doświadczanymi przez weteranów wojny w Wietnamie, pomoże nam zrozumieć rany DA. Utrata zaufania do świata i do siebie, wraz z towarzyszącąj ej utratą spontaniczności i zdolności do odprężenia, to rany, które mogą boleć przez całe życie (rozdział 4).

Moja podróż nauczyła mnie, że rodziny alkoholików nie tylko zadają rany dzieciom, ale też przekazują im potencjalnie niebezpieczne sposoby radzenia sobie z nimi. Dla DA oznacza to uczenie się tych samych nieefektywnych, nawet autodestrukcyjnych, strategi i zmagań z życiem, jakie stosują alkoholicy.

Termin współuzależniony określa każdego członka rodziny, który radzi sobie z problemami alkoholika i rodziny przede wszystkim poprzez zaprzeczanie ich istnieniu. Większość rodzin alkoholików jest w znacznym stopniu współuzależniona (rozdział 5).

Choć wiele ran doskwierających DDA powstało w odległej przeszłości, to istnieją określone sposoby na to, aby wciąż je rozjątrzać. Bolesnych wydarzeń z przeszłości nie można zmienić.

Można natomiast zmienić poziom bólu w teraźniejszości (rozdział 6). Zrozumienie, jak możemy zmienić nasze obecne zachowanie po to, aby wygoić wiele starych ran, otworzy przed nami możliwości głębokiego i skutecznego uzdrowienia. Staniemy na progu zdrowia.

W pewnym momencie podróż doprowadziła mnie do wielkiej nadziei. Zobaczyłem, że dla DA istnieje ścieżka do wyleczenia i uzdrowienia (rozdziały 7, 8 i 9).




Jak na ironię, została ona wytyczona przez ludzi wyleczonych z alkoholizmu. Odkąd DA wiedzą znacznie więcej o swoich postawach wobec samych siebie i wobec świata, nie powinno nikogo dziwić, że obie grupy podążają do wyleczenia podobnymi ścieżkami. Obecnie te szlaki są dobrze przetarte i uczęszczane.

To DDA decydują o rozpoczęciu swojej podróży. Nikt za nie takiego wyboru nie dokona. Jednak świadomość, że nie jest się osamotnionym, czyni podróż znacznie łatwiejszą.

Inni już ją odbyli i chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami z kolejnymi wędrowcami, wskazując drogę do świata, w którym DA będą żyć pełnią życia, jeśli prawdziwie zaangażują się w proces zdrowienia.

Wreszcie, zrozumienie skutków dorastania w rodzinie alkoholika nauczyło mnie wiele o istocie bycia człowiekiem. To przynosi ulgę. Przeciwdziała powszechnemu wśród DDA przekonaniu o takiej wyjątkowości osobistych doświadczeń, że oddzielają ich one od reszty ludzi.

Prawda jest zupełnie inna: z powodu ekstremalności naszych przeżyć możemy lepiej zrozumieć ludzką naturę. Z lekcji, której udziela nam życie DA – ważnej dla wszystkich dzieci – możemy wziąć to, co uniwersalne.

Jednym z aspektów ludzkiej natury, który doświadczenia DDA czynią szczególnie widocznym, jest dziecięca skłonność do postrzegania rodziców jako doskonałych.




Późniejsze dojrzewanie ostatecznie odziera nas z tej iluzji. W jej miejsce musi pojawić się prawda o tym, kim nasi rodzice są jako oddzielne, specyficzne jednostki. W zamian za rezygnację z tych złudzeń otrzymujemy możliwość odczuwania większej empatii wobec rodziców i nas samych.

Wszyscy ludzie stają w obliczu trudu odseparowania swojej tożsamości od tożsamości rodziców, pozbycia się dziecięcych złudzeń na temat ich doskonałości oraz rozwijania empatii wobec siebie i wobec rodziców jako zwyczajnych ludzi. Dzieci alkoholików mają wielkie trudności z tymi zadaniami.

Dzięki zrozumieniu ich przyczyn, zyskujemy cenny wgląd w ludzką naturę. Przypominamy sobie, że dzieci to żywe, rozwijające się, wymagające opieki istoty.  

Mają ogromną potrzebę bliskości z innymi ludźmi, zarówno fizycznej, jak i emocjonalnej. Poczucie tego, kim są, rozwijają wyłącznie poprzez pozostawanie w relacjach z innymi ludźmi. Jeśli dzieci mają kiedykolwiek dobrze traktować same siebie, to muszą być szanowane i doceniane. Gdy są ignorowane – czują się nieważne.

Gdy zawstydza się je albo wprawia w zakłopotanie – czują się mało wartościowe. A gdy są poniżane – czują nienawiść do samych siebie. Demony, które straszą w ogrodzie rodziców, znajdą sposoby na zapuszczenie korzeni, w takiej czy innej postaci, również w ogrodzie dzieci.

Wszyscy wynosimy z dzieciństwa jakieś rany. Dzięki zrozumieniu procesu zdrowienia DDA zaczynamy pojmować, że ścieżka ku uzdrowieniu ma uniwersalne zastosowanie.

Kroki, które DDA muszą zrobić, aby uwolnić się od bycia zakładnikami przeszłości, mogą także wykorzystywać inni, równie mocno kiedyś skrzywdzeni. Wszystkich, którzy są gotowi wykonywać te kroki, doprowadzą one do zdrowia, wolności i równowagi.


Timmen Cermak