wtorek, 30 listopad 2010 12:08

Żeby było normalnie...

listyikonka______________Mam 24 lata. Jestem DDA, mój ojciec jest alkoholikiem. O tym, że należę do tej niechlubnej grupy ludzi, dowiedziałam się z Waszego miesięcznika jakieś dwa lata temu. (...)
Ojciec pił, od kiedy pamiętam. Wybaczyłam mu, że nie było go wtedy, kiedy go potrzebowałam. W rodzinie pełniłam rolę aniołka, niewidzialnego dziecka, zawsze starałam się nie naprzykrzać mamie, która i tak miała dużo na głowie. Moja rodzina to typowa rodzina współuzależniona. Do pewnego czasu staraliśmy się nie mówić o tym, co się dzieje w domu, starsi bracia sprowadzali ojca do domu i było wszystko OK. Milczenie przerwałam dopiero, jak zaczęłam spotykać się z chłopakiem, powiedziałam mu, że mam ojca alkoholika, wtedy jeszcze pił brat, ale teraz przestał.


Było mi ciężko, ale on stwierdził, że nie spotyka się z moim ojcem czy bratem, tylko ze mną. Bardzo mi to wtedy pomogło. Choć do tej pory mam jeszcze opory przed mówieniem o mojej rodzinie, już się nie wstydzę. Dzięki studiom, jakie podjęłam, wiem, że mój ojciec jest chory i że ja też jestem współuzależniona. Dzięki waszym artykułom rozumiem, dlaczego postępuję tak a nie inaczej, dlaczego wybieram na swoich partnerów nieodpowiednich ludzi.

Jakiś czas temu związałam się z mężczyzną, którego bardzo kocham, ale z którym nie jestem. Jedyna pamiątka, jaka mi po nim została, to nasza córka. Nie potrafiłam go przy sobie zatrzymać, a może nie chciałam. Będąc z nim nie wiem ile razy zrywałam, bez powodu, wtedy tego nie rozumiałam, ale teraz rozumiem: tak bardzo pragnęłam miłości i obecności drugiego człowieka, a z drugiej strony bałam się tego, bo nie chciałam cierpieć. Ostatecznie i tak cierpiałam, bo on mnie zostawił (...)

Nie jest mi łatwo, chciałabym żyć normalnie, ale nie wiem jak to jest mieć normalną rodzinę. Może kiedyś stworzę ją dla mojego dziecka. Na razie jestem zdana na rodziców. Mój ojciec, od kiedy przeszedł na emeryturę, pije zdecydowanie rzadziej. Jak nie pije, jest wspaniałym dziadkiem dla mojego dziecka. Szkoda, że dla mnie taki nie był. Wiem, że mnie kocha na swój sposób i wiem, że się o mnie troszczył jak byłam mała, z czasem ten kontakt się urwał; teraz poza „cześć” i innymi grzecznościowymi zwrotami nie rozmawiamy ze sobą. A szkoda. Chciałabym to jakoś zmienić, ale wiem, że to niemożliwe.

W naszej rodzinie nikt się nie liczy ze zdaniem ojca czy brata. Nie mam skąd wziąć przykładu i wzorca prawidłowo funkcjonującej rodziny, a taką chciałabym stworzyć dla mojego dziecka. Na razie jestem sama, bez pracy i perspektyw na przyszłość. Moja rodzina... wydawałoby się, że jesteśmy ze sobą zżyci, a tak naprawdę nie wiemy o sobie nic, wszyscy jesteśmy zamknięci, a w szczególności ja. Nie jest mi łatwo mówić o swoich uczuciach, o tym, że cierpię przez ojca mojego dziecka, że nie potrafię znieść myśli, że on jest z inną kobietą, że kocham go. Żyję ciągle marzeniami, które się nie spełnią, ale one pomagają mi żyć i nie zwariować (...)

Jest mi ciężko, bo nie mam z kim o tym porozmawiać. Nikt nie rozumie mojego zachowania, często nie potrafię mówić o swoich uczuciach, wydają mi się nieważne, ale ja wiem, że to, co czuję, moja złość, frustracja, zniecierpliwienie, czy miłość – to wszystko jest ważne, tylko że ja nauczyłam się nie mówić o swoich uczuciach. Rola, jakiej się nauczyłam, nie pomaga mi w życiu dorosłym (...)

Wiem, że terapia osób współuzależnionych pomogłaby mi, ale pochodzę z małej miejscowości, w której nie ma ośrodka, gdzie mogłabym się leczyć. A na dojazdy mnie nie stać, zresztą nie miałabym z kim zostawiać małej. W mojej rodzinie uznano by to za fanaberie i dlatego nie podejmę leczenia. Chciałabym zmienić swoje dotychczasowe życie, ale łatwo nie jest (...) Zna Pani może jakieś strony internetowe, czaty, fora dyskusyjne, na których będę mogła porozmawiać o moich problemach?

Ania

dodziuk_annaAnna Dodziuk jest psychoterapeutą, superwizorem treningu psychologicznego i psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, licencjonowanym psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i specjalistą terapii uzależnień.



Droga Aniu,

Myślę, że najbardziej potrzebujesz kontaktu z osobami, którym w życiu przydarzyło się to samo, co Tobie – z innymi dorosłymi dziećmi alkoholików. Jeśli nie możesz jeździć na spotkania grup samopomocowych ani psychoterapeutycznych, to rzeczywiście niezłym rozwiązaniem są kontakty online. Wiele osób bardzo je sobie chwali, uważa za ogromnie wspierające. Może z ich pomocą uda Ci się wyjść ze stanu beznadziejności i rezygnacji, który wiąże się z Twoją wizją DDA. Nazywasz dorosłe dzieci alkoholików „niechlubną grupą” i wydajesz na siebie bezapelacyjny wyrok: „Chciałabym to [kontakty z ojcem] jakoś zmienić, ale wiem, że to niemożliwe” albo „Nie mam skąd wziąć przykładu i wzorca prawidłowo funkcjonującej rodziny”. To tak, jakby cała Twoja wiedza na temat DDA służyła tylko przypieczętowaniu Twego beznadziejnego losu. Tymczasem świadomość fatalnego wpływu rodziny alkoholowej powinna służyć czemuś wręcz odwrotnemu: poszukiwaniu możliwości zmian, próbom tworzenia konstruktywnych wzorców.

Zbyt dużo jest przykładów na to, że DDA udało się osiągnąć życiowy – rodzinny, zawodowy, towarzyski – sukces, żeby wierzyć w pesymistyczne wizje podobne do Twoich. Po pierwsze – i negatywne, i pozytywne myślenie, to samospełniająca się przepowiednia. Inaczej mówiąc, jak myślisz, taką wokół siebie ogniskujesz energię, tak nastawiasz siebie i innych ludzi. Po drugie – Twój sposób patrzenia na swoje życie i perspektywy odcina się zupełnie od takich cech DDA, które im służą. Dzieci alkoholików są wytrzymałe, zaradne, można na nie liczyć, świetnie funkcjonują w sytuacjach dużego stresu i zagrożenia. Gdybym miała do wyboru, kto będzie mnie ratował z pożaru, wezwałabym ekipę złożoną z DDA.

Współczuję Ci, że masz taką trudną i bolesną sytuację osobistą, jednak i tu mam pewne „ale”. Zbyt łatwo przypisujesz wszystkie swoje życiowe niepowodzenia skutkom dorastania w domu z czynnym alkoholikiem. Kłopoty ze znalezieniem pracy to nie jest specjalność DDA, może nawet przeciwnie; uczuciowe rozczarowanie, porzucenie przez mężczyznę i konieczność samotnego wychowywania dziecka spotyka najróżniejsze kobiety, niekoniecznie współuzależnione. Wiele z nich znajduje później i oddanego, kochającego mężczyznę, i pracę zawodową.

Proszę, uwierz mi, to nie jest łatwy, powierzchowny optymizm, lecz wynik obserwacji. Nie przez różowe okulary, ale i nie przez czarne.