czwartek, 02 grudzień 2010 12:00

Boję się terapii

Nie jestem pewna, czy zaliczam się już do DDA... Wciąż mieszkam z rodzicami, mimo że mam już prawie 23 lata. Jestem studentką pedagogiki, ale zawsze kontakty z ludźmi sprawiały mi trudności. Mam bardzo niską samoocenę, nie ufam ludziom, często czuję wstyd, lęk przed skompromitowaniem się, strach przed ludźmi. Co prawda przez trzy lata studiów troszkę się to zmieniło, ale nadal zmagam się ze swoim brakiem poczucia wartości i z ojcem alkoholikiem. Mieszkamy w trudnych warunkach, mamy tylko jeden pokój, więc nawet nie mam gdzie uciec przed ojcem.

Dzisiaj mama ma ważny dzień w pracy. Dzwoniła do mnie, ale okłamałam ją, że w domu wszystko w porządku. Nie chciałam, żeby miała więcej zmartwień. A nie jest w porządku – ojciec leży pijany, a ja rozmyślam nad swoim życiem... czy ma sens i czy warto się męczyć. Ostatnio przeżywam chyba depresję – nic mi się nie chce, wszystkiego się boję. Skończyłam studia pierwszego stopnia, teraz dostałam się na dalsze studia (zaoczne) do innego miasta.

Mam chłopaka, który i tak jest bardzo wyrozumiały. Mimo to często sama prowokuję kłótnie i różne sytuacje konfliktowe po to, żeby on myślał o mnie jak najgorzej i żeby mnie zostawił. Pozbyłabym się wtedy tego ciągłego lęku, czy on też będzie taki jak ojciec. Gdy wypije piwo, już porównuję go do ojca, w myślach wyobrażam sobie, co będzie, gdy zamieszkamy razem i on będzie pił.

Co prawda mama ma pracę i może mogłybyśmy się wyprowadzić od ojca, ale nie chcemy tego robić, bo wiemy, że on zdemoluje mieszkanie, a mama za dużo pieniędzy w nie włożyła. Dzisiaj nasłuchałam się od niego, jak zwykle, jaka to ja jestem głupia, że jestem „jełopem”! Wypomina mi, jak mogę być ze swoim chłopakiem, „przecież on jest taki i taki” (najlepiej jak by przyszedł do ojca z wódką i poprosił go o moją rękę – słowa ojca). Często boję się, że coś mu zrobię, jak jest w takim stanie, ale w końcu, tak jak dziś, biorę garść tabletek i zasypiam.

Ma do mnie pretensje, że „ciągnę” pieniądze od mamy, zamiast iść do pracy. Owszem, chciałam iść do pracy w przedszkolu, ale boję się, że sobie nie poradzę, że może to nie jest praca dla mnie, chociaż od dawna o tym marzę. Coraz bardziej czuję, że mam poważny problem, z którym sobie sama nie poradzę. Od trzech tygodni ciągle mam „zły” dzień i wszystkiego się boję. Chcę iść na terapię, ale też budzi to we mnie straszny lęk.

Dorota


dodziuk_anna
Anna Dodziuk jest psychoterapeutką, superwizorem treningu psychologicznego i psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, licencjonowanym psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i specjalistą terapii uzależnień.


Doroto,

To, o czym piszesz, to bardzo typowy obraz skutków życia od dzieciństwa pod jednym dachem z alkoholikiem. Jak może wyglądać Twoja samoocena, jeśli do dzisiaj ciągle słyszysz, że jesteś głupia, Twoje decyzje nie mają sensu, a w dodatku jesteś obciążeniem dla rodziny? Przy tak masywnej dawce zatruwania, i to od tak dawna, nie dziwi wcale, że źle się czujesz ze sobą, wstydzisz się i boisz ludzi. Nawet – a może zwłaszcza – tych najbliższych.

Nie jesteś pewna, czy zaliczasz się już do DDA, a ja słyszę za Twoim lakonicznym opisem ogrom rozpaczy i bezsilności, będący udziałem dzieci alkoholików, zwykle dorosłych znacznie wcześniej niż ich rówieśnicy. To dorośli czują się odpowiedzialni za innych, ochraniają ich – na pewno zasługujesz na to, żeby Cię nazwać dorosłą, skoro na przykład nie chcesz obciążać mamy wiadomością, że ojciec znowu się upił.

Podziwiam Cię za niebywałą wytrzymałość – to zresztą cecha DDA, że potrafią wytrzymać dużo więcej niż inni. „Mamy tylko jeden pokój, nie mam dokąd uciec przed ojcem” – i od razu rodzi się pytanie: od jak dawna? Ile lat już tak żyjesz, nawet nie mogąc się osłonić? Bo przecież bardzo drogo za to płacisz, skoro właściwie nie znasz radości i spokoju. Poza tym sztucznym, chemicznym, kiedy znieczulasz się tabletkami. To brzmi groźnie: „Biorę garść tabletek i zasypiam”, trochę jak droga do uzależnienia. Znacznie zdrowszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby wyprowadzenie się od ojca. Setki maltretowanych matek, poniewieranych córek zrobiło to i zaczęły swobodnie oddychać.

Twój argument, że nie chcecie się wyprowadzić z mieszkania, bo mama włożyła w nie dużo pieniędzy, brzmi absurdalnie. Co to za powód, żeby tkwić w sytuacji, która Was niszczy? Przyjrzyj się, jak rozpada się tyle Twoich ważnych spraw: związek z chłopakiem, perspektywa wymarzonej pracy, a przede wszystkim jak znika Twoja energia życiowa! Pomyśl, czy dalsze życie pod jednym dachem z poniżającym Cię alkoholikiem ma sens?

Masz w sobie duży potencjał: skończyłaś studia licencjackie, masz dobrego chłopaka i plany zawodowe, już zmieniłaś na lepsze nastawienie do siebie. Ale nieraz brakuje Ci sił i nadziei, załamujesz się i podejrzewasz u siebie depresję. Doroto, to nie depresja. To normalna reakcja na sytuację nie do wytrzymania. Chciałabym mocno Tobą potrząsnąć i powiedzieć: Dziewczyno, nie daj się zniszczyć! Uciekaj, ratuj siebie, ale też mamę – i dla niej takie życie jest ogromnie szkodliwe.