wtorek, 07 grudzień 2010 10:25

Boimy się ze sobą być

Jestem DDA. Odkąd pamiętam w mojej rodzinie był alkohol i przemoc. Ojciec wykręcał mamie ręce i wlewał w nią alkohol, więc mama też się uzależniła. Najpierw ją bił, bo nie piła, a później – bo piła. Kiedy byłam starsza, zaczęłam stawać między nimi, próbowałam ich rozdzielić i nie dopuścić, by mama piła. Nie dało to żadnych efektów.

Mało tego, wyszłam za mężczyznę, który też pił. Co prawda obiecał mi, że przestanie, ale nie dotrzymał słowa. Ściągnął mnie na samo dno. Dopiero gdy miałam 38 lat poszłam na terapię dla współuzależnionych, wystąpiłam też o alimenty. Założyłam sprawę o rozwód, ale nim go dostałam, związałam się z nieco młodszym ode mnie mężczyzną.


 Na początku ukrywaliśmy się, bo nie chciałam, żeby sąsiedzi plotkowali, że mam kogoś. Jednak potem, gdy byłam już wolna, po rozwodzie, to Arek nie chciał, żebyśmy byli oficjalną parą. Odtrącał mnie, a po jakimś czasie wracał. Gdy czekałam na poważną operację, wrócił i pomógł mi się zmierzyć z chorobą, ale potem zostawił mnie i wyjechał za granicę.

Po powrocie bardzo chciał znów być ze mną, ale tym razem to ja nie chciałam się nawet z nim spotkać, w rozmowie telefonicznej powiedziałam mu, żeby sobie poszukał innej, zdrowej i pięknej kobiety. Dał mi więc spokój, ale ja bardzo za nim tęsknię. Kocham go i jednocześnie robię wszystko, żeby go do siebie zniechęcić. Nie wiem, czemu tak się zachowuję. Pewnie już zawsze będę sama, bo nie chcę być z Arkiem, skoro on nie potrafi przyznać się do związku ze mną. Czy jest sens, żebym w ogóle się z nim spotykała? Może uciąć tę znajomość?


Krystyna


kucinska_marzennaMarzenna Kucińska jest psychologiem, psychoterapeutą Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej, trenerem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. W Instytucie Psychologii Zdrowia prowadzi szkolenia z podstaw pomocy psychologicznej.



Droga Pani Krystyno,


Ma Pani za sobą wiele zmian, jakie wprowadziła Pani w życie.

Zmiany po tak trudnych doświadczeniach, jakie przeżyła Pani w dzieciństwie, nie są łatwe ani szybkie, ale jak widać zachodzą i znajduje Pani na nie siłę. Na pytanie „co robić?” nie jest łatwo odpowiedzieć ani Pani, ani mnie. Poszukanie odpowiedzi oznacza wejście w proces mozolnej zmiany swojego zachowania i przeżywania, a także zrozumienia skrywanych emocjonalnych potrzeb, które kieruje Pani do kogoś, kto nie jest w stanie ich zaspokoić.

Wyobrażam sobie, że w Pani dzieciństwie miłość polegała na tym, że kogoś się kocha i niszczy jednocześnie, że łatwiej kochać, gdy tego kogoś nie ma przy nas, bo kiedy jest, to sprawia ból lub odrzuca. Zapis relacji z domu rodzinnego pozostaje w nas jako zastany porządek świata i czasem życie nie koryguje tych doświadczeń. Szukamy ludzi i sytuacji, które potwierdzą nasze wewnętrzne zapisy. Wiele DDA wchodzi w związki z osobami z tendencjami do uzależnienia, powtarzając swoje dziecięce wizje świata.

 W dorosłym związku z osobą uzależnioną jest łatwiej niż wtedy, gdy byliśmy dzieckiem w rodzinie alkoholowej, bo teraz jesteśmy bardziej samodzielni. Często jednak czujemy się bezradni i opuszczeni – jak w dzieciństwie.
Pani udało się już rozstać z elementem uzależnienia i przemocy, oddzielić go od bliskości. Ta bardzo ważna zmiana to Pani zasługa i sukces. Teraz jednak życie podsuwa kolejny problem do rozwiązania: czy nadal bliskość ma oznaczać odrzucenie, czy też ważne jest coś innego?

Nie potrafię Pani doradzić w kwestii „być czy nie być” z tym mężczyzną... Dla mnie ten problem oznacza decyzję, czy Pani będzie nadal traktować miłość i odrzucenie jako dwie strony tej samej monety. Myślę, że warto o tym porozmawiać z terapeutą – kimś nie najbliższym, ale przed kim swobodnie możemy porządkować swoje myśli i uczucia. Może warto na chwilę wrócić do terapeuty, z którym już udało się Pani wprowadzić tak wiele zmian w swoim życiu.