piątek, 07 styczeń 2011 11:18

Dzieciństwo bez ojca

Czasem bywa tak, że wiele cech DDA występuje u osób, które w swych rodzinnych domach nie miały kontaktu z alkoholem. Pomimo tego, że źródłem doznanych przez nie krzywd nie był alkoholizm rodziców, ludzie wychowani w tzw. rodzinach dysfunkcyjnych w swym dorosłym życiu cierpią równie boleśnie jak DDA. Taką osobą jest Małgosia, której list zamieszczamy poniżej.

Im bardziej interesuję się psychologią, im więcej czytam artykułów poświęconych różnym psychologicznym problemom, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem DDA. Myślę o tym też od czasu, gdy pewnego dnia do domu rodzinnego przyjechał starszy brat, by opowiedzieć nam o tym syndromie. Usłyszał o nim na rekolekcjach, w których udział brali również psycholodzy. Brat dowiedział się tam, że również należy do grupy dorosłych dzieci alkoholików.
środa, 05 styczeń 2011 12:20

Porażki przez dzieciństwo?

Moje życie to pasmo cierpień, porażek i poczucie winy. Gdy byłam dzieckiem, bałam się, że tata pije przeze mnie. Kiedy dziś słyszę słowo „dzieciństwo” – mam przed oczyma strach i ból. Bałam się pijanego ojca. Pamiętam dokładnie każdą sekundę, każdą myśl i każde uczucie, które wtedy mi towarzyszyło. Pragnęłam wtedy tylko nie być sama, tak bardzo bałam się samotności w ciemnym pokoju i kolejnych nieprzespanych nocy. Prosiłam babcię, żeby zostawała, bo bałam się, że tata przyjdzie z nożem, a nie z bajką do poczytania.

Te godziny spędzone przy oknie w oczekiwaniu, czy wreszcie wróci do domu, czy będzie się zataczać, a może to nie ten dzień, może tylko się spóźni. Szukanie go w knajpach, na ulicach, wszędzie...
poniedziałek, 03 styczeń 2011 09:55

Boję się otworzyć

Nabieranie zaufania, tak bardzo zawiedzionego w alkoholowej rodzinie, u wszystkich DDA łączy się z dużymi oporami i zwykle zabiera sporo czasu – terapeutka Anna Dodziuk doradza 27-letniej Katarzynie, córce alkoholika,  która dostrzega u siebie problemy z okazywaniem emocji.
czwartek, 30 grudzień 2010 09:42

Wybucham i prowokuję

Mój tato jest alkoholikiem, nigdy się nie leczył i nie zamierza tego robić. Wiele razy próbowałam na niego wpłynąć, ale na nic się to nie zdało. On nie rozumie, że bardzo nas niszczy psychicznie – nigdy nie użył wobec nas siły fizycznej, ale jego słowa tak strasznie ranią, że czasem nie mam już na to wszystko siły. Ciągle boję się, że znów coś mu nie będzie pasowało, że o coś będzie miał pretensje, że znów zrobi awanturę. Mam 19 lat, ale przez tę sytuację nie mogę żyć jak normalna dziewczyna. O wszystko muszę pytać ojca, nie mogę za późno wrócić do domu, bo boję się jego reakcji. Przez niego mam bardzo niskie poczucie własnej wartości – ciągle mi mówi, że jestem głupia i wszystko robię źle.
poniedziałek, 27 grudzień 2010 10:52

Nie wiem, kim jestem

W dzieciństwie ja i moja siostra miałyśmy osobne pokoje, ładne ciuchy, lalki Barbie i ojca, który wracał z pracy pijany. Czasami trwało to miesiącami. Pieniędzy nie przepijał, więc zawsze miałyśmy co jeść, za to ojciec w amoku niszczył dom, mamę i nas – częściej psychicznie niż fizycznie.
W szkole uczyłyśmy się bardzo dobrze, ale co z tego, skoro przed każdą wywiadówką ze strachu wymyślałyśmy metody uśmiercania siebie, a niekiedy również jego.
czwartek, 23 grudzień 2010 09:45

W niewoli emocji

Mój list gończy: An­gelika, lat 19, z lekką nadwagą, rodzina na wpół patologiczna – matka alkoholiczka (nie żyje od 8 lat), ojciec pijak żyjący we własnym świecie, do tego trzy starsze siostry. Teraz powinnam pójść na studia, ale nie wiem, jaki wybrać kierunek, bo nie znam własnych talentów. Przekraczam wszelkie normy wrażliwości ludzkiej i jak nikt inny potrafię przejść z jednej emocji w drugą, co bardzo utrudnia mi życie. Nieśmiałość to pestka przy tym, co przeżywam na co dzień.
środa, 22 grudzień 2010 10:43

Boję się otworzyć

Mam 27 lat. Od niedawna chodzę na terapię, miałam już pięć spotkań. Wychowałam się w rodzinie, w której ojciec dużo pił. Kiedy miałam 12 lat wyprowadził się z domu i zostaliśmy we trójkę: mama, starszy brat i ja. Jako dorosła osoba zauważyłam, że mam problemy z emocjami, boję się okazywać złość, nie potrafię mówić o tym, że czyjeś zachowanie mnie rani, nie umiem rozmawiać o swoich potrzebach. Z tego powodu podjęłam terapię.

Niestety, nie potrafię się na niej otworzyć. Często nie mówię całej prawdy dotyczącej jakichś trudnych przeżyć, czasami wręcz kłamię, żeby przedstawić coś w lepszym świetle, albo tylko dlatego, że powiedzenie prawdy oznaczałoby przyznanie się do własnego bólu i bezbronności. Towarzyszy mi bardzo silne uczucie, że nie mam prawa mówić o wszystkich trudnych rzeczach, które mnie spotkały ze strony bliskich, bo byłaby to nielojalność z mojej strony.
poniedziałek, 20 grudzień 2010 10:52

Nie pije... nie dla mnie

Mam prawie 30 lat, męża, córkę i nieustający żal do ojca. Co prawda nie ma go fizycznie w naszym życiu od ponad piętnastu lat, ale właściwie ciągle o nim myślę. Ojciec lubił wypić jeszcze zanim poznał matkę, ale w dniu ślubu obiecał jej ponoć, że ostatnią wódką, jaką weźmie do ust, będzie ta weselna. Matka była w nim zakochana, więc uwierzyła mu, a już miesiąc po ślubie płakała przez swoją naiwność. Przez wiele lat pił i bił ją, aż powiedziała „dość”. Rodzice rozwiedli się, gdy ja i siostra byłyśmy tuż po podstawówce. Wydawało nam się wtedy, że ojciec zapije się na śmierć.
piątek, 17 grudzień 2010 10:36

Co ogranicza DDA?

Na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. przyszedł list od Pani Katarzyny. Autorka porusza w nim istotne zagadnienie - pytając o istnienie pozywtywych cech bycia DDA w istocie dotyka bardzo ważnej kwestii - na ile nasze przeżycia z dzieciństwa wpływają na nasze postępowanie w dorosłym życiu? Czy bolesna przeszłość musi determinować teraźniejszość? Czy tak trudno jest wziąć sprawy w swoje ręce - stając się prawdziwym kowalem własnego losu?

czwartek, 16 grudzień 2010 12:08

Smak pierwszych truskawek

Jestem DDA. Przeszłam terapię i mimo ciągłych trudności życiowych prę do przodu. Często jest mi bardzo trudno, miewam stany depresyjne, nieraz przychodziły myśli samobójcze. Generalnie rzecz biorąc, moje życie było czarne albo białe. Okresy całkowitej depresji, brak wiary we własne siły, ogromne trudności z komunikowaniem się z ludźmi przeplatały się z okresami wielkiej energii, pogody ducha, uczuć wzniosłości i euforii.

Ale w tym wszystkim najgorszy był chaos i ciągły lęk. Lęk przed wszystkim: przed porzuceniem, przed ludźmi, przed tym, że zostanę napadnięta, zgwałcona... I lęki totalnie irracjonalne, których nie mogłam z niczym powiązać: nagłe kołatanie serca, paraliżujący lęk przed nie wiadomo czym, lęk przed reakcją innych na moje zachowanie.
Strona 2 z 4